Ten przysiółek nazywa się Jerozolima. Nawet w urzędowych dokumentach figuruje taka nazwa - Tygodnik Nadwiślański
niedziela, 26 czerwca
reklama

Ten przysiółek nazywa się Jerozolima. Nawet w urzędowych dokumentach figuruje taka nazwa

0

Tej nazwy próżno szukać na mapach, nie ma jej również w turystycznych przewodnikach ani żadnych naukowych opracowaniach. Funkcjonuje ona jednak w powszechnym użyciu. Od wielu lat Jerozolimą określany jest jeden z przysiółków Mydłowa w gminie Iwaniska.

Stoi tu tylko kilka domów, do których jeszcze nie tak dawno po każdym większym deszczu trudno było dojechać, bo błoto było takie, że nawet traktory potrafiły w nim utonąć. Od tamtej pory jednak sporo się zmieniło. Teraz z centrum z głównego placu w Mydłowie do Jerozolimy biegnie szosa. Wąziutka wprawdzie, ale i ruch tu niewielki.

Mało już osób pamięta, że ten senny dziś nieco zakątek był niegdyś sercem jednego z piękniejszych w okolicy majątków ziemskich.

Jerozolimę wymyślił zmarły w 2001 roku ksiądz Kazimierz Jarocha. Być może położenie wioski przypominało mu Ziemię Świętą. Zdaniem innych nazwa miała mieć raczej żartobliwy wydźwięk i nawiązywała do peryferyjnej lokalizacji należących do przysiółka gospodarstw. W każdym razie przyjęła się, poszła w obieg. Zaczęła nawet pojawiać się w urzędowych dokumentach. Kiedyś samorząd Iwanisk ogłosił przetarg na odbudowę odcinka drogi Mydłów-Jerozolima.

Pałac

Nad długim pasem podmokłych łąk góruje smukły korpus mydłowskiej świątyni.

– Kiedyś tu gdzie teraz rośnie trawa dziedzic miał stawy – tłumaczy mi spotkany na skraju pierwszych zabudowań wioski mężczyzna – Pięć ich było, ale po wojnie jak PGR zaczął pola nawozić, to cała ta chemia do wody spływała, bo w tym miejscu jest najniżej. I tak wszystko pomału zdziczało, a potem całkiem zarosło.

Na nielicznych zachowanych zdjęciach sprzed wojny widać jak wyglądał dwór w Mydłowie. Parterowy, ale okazały gmach z małą wieżyczką pośrodku, przez okolicznych mieszkańców nazywany był pałacem. Tak zostało do dziś. Wszyscy wiedzą, że był tu kiedyś pałac. Śladów po nich jest zresztą sporo.

Obiekt posiadał potężne piwnice. Jeszcze teraz można do nich wejść, choć wszędzie ciemno, wilgotno i brudno. Na tych piwnicach stoją dziś nowe domy i budynki gospodarcze, kwitną ogrodowe krzewy, rosną drzewa.

Szczepan Osiadły prowadzi mnie do starej, od lat niezamieszkałej już chałupy, którą pobudował jego dziadek dokładnie w miejscu dawnego dworu, zniszczonego podczas działań frontowych 1944 roku.

– Ocalało wtedy kilka fragmentów muru i do nich dziadkowie dostawili resztę – opowiada – Tu ściany mają 60 centymetrów grubości, a cegły są znacznie większe od tych, które się robi teraz.

Mistrzowska robota

Zaglądamy do środka opuszczonego domiszcza, gdzie urządzony został obecnie taki ni to magazyn, ni to spichlerz. Jak dobrze poszukać, to znaleźć można tu różne pamiątki po dawnych właścicielach miejscowych dóbr. W jednej framudze tkwi solidny dębowy próg, gdzie indziej widać nietypowe, staroświeckie sklepienie. Jest i prawdziwa perełka, choć zakurzona i przykryta stertą rupieci – oryginalny i zachowany niemal w całości parkiet, który zdobił kiedyś jeden z pałacowych pokoi.

– Nie miałem pojęcia, że mamy tu coś takiego – mówi Szczepan Osiadły – Gdy mieszkaliśmy w starym domu, była tam ułożona podłoga z płyt. Już po wyprowadzce urządziliśmy kiedyś w pustym budynku Sylwestra. Jedna płyta odpadła i pokazał się ten piękny wzór. Dosłownie mnie zamurowało. To jest perfekcyjnie zrobione. Nawet, jakby ktoś chciał ten parkiet zniszczyć to miałby problem, bo mimo upływu lat całość trzyma się po prostu świetnie. Który fachowiec dziś umiałby takie cudo zrobić?

Stara fotografia

Maria Twaróg ma 84 lata i doskonałą pamięć. Jest jedną z nielicznych osób, które znały osobiście niegdysiejszych lokatorów pałacu. Jako dwunastoletnia dziewczyna zaczęła pracę w majątku.

– Ciężkie były czasy – wspomina – Dzieci jak tylko trochę podrosły wysyłało się na zarobek, by pomagały rodzicom. Ja we dworze robiłam przeróżne rzeczy. Czasem szło się w pole, czasem poiło konie, a kiedy indziej dostawałam zajęcie w pałacu.

Pani Maria ma problemy z chodzeniem. Stojąc wsparta o laskę na ganku swojego domu pokazuje dokładnie, jak wyglądał kiedyś rozkład zabudowań całego majątku.

– Nawet kuźnia tu stała, parę kroków od pałacu – mówi, a po chwili wchodzi do mieszkania i przynosi stamtąd pożółkłe, mocno nadszarpnięte zębem czasu zdjęcie. Dostała je na pamiątkę od byłych chlebodawców.

– To dziedzic i jego druga żona, którą sprowadził z Warszawy już podczas wojny – dodaje – Gdy zaczął się zbliżać front, cała rodzina wyjechała na zachód. Mój mąż wiózł ich do dworca w Ostrowcu.

Trochę historii

Na parafialnym cmentarzu znajduje się długi ciąg grobów dawnych właścicieli klucza ziemskiego Mydłów-Mydłowiec. Przez wiele lat należał on od do rodziny Rytlów herbu Szeliga. Stanisław Rytel (1860-1943) około 1890 roku poślubił młodą 18-letnią córkę sąsiada Kazimierza Karskiego – Annę, która zmarła 10 listopada 1904 roku w Zakopanem. Małżeństwo doczekało się czwórki dzieci. Najstarszym z nich był syn Kazimierz, który gospodarował w Mydłowie, aż do chwili gdy pod koniec okupacji opuścił dworek.

Pierwszą żona Kazimierza Rytla była Halina Krzeczunowicz, z którą miał córkę Barbarę (po mężu Kozłowską). W 1940 roku właściciel mydłowskich dóbr ożenił się ponownie. Tym razem jego wybranką została Maria Karłowska. To właśnie ją i jej męża przedstawia fotografia przechowywana w domu Marii Twaróg. W 1944 roku, nieomal w przeddzień zbliżającego się frontu Kazimierz Rytel po raz kolejny został ojcem. Na świat przyszła wówczas jego druga córka – Danuta.

Warto dodać, że rodzony brat Stanisława Rytla – Mieczysław – był dziedzicem sąsiadującego bezpośrednio z Mydłowem majątku Przepiórów, który w pierwszej połowie XX wieku należał przez kilkanaście lat do słynnego generała Ignacego Prądzyńskiego, wybitnego stratega i jednego z czołowych dowódców wojskowych doby powstania listopadowego.

Syn i imiennik Mieczysława Rytla w latach 30-tych ubiegłego stulecia, przebudował dworek Prądzyńskich, który ucierpiał znacznie podczas I wojny światowej. Budynek stoi do dziś. Mieści się w nim szkoła podstawowa.

Rafał Staszewski

Tekst został opublikowany kilkanaście lat temu na łamach „TN”

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.