To on odkrył Nikifora - Tygodnik Nadwiślański
wtorek, 30 listopada
kondolencje
reklama

To on odkrył Nikifora

1

Początkiem lat 60-tych ubiegłego wieku świat artystyczny zaczął coraz bardziej doceniać niezwykły talent Nikifora Krynickiego (na zdjęciu jego pomnik w Krynicy). Ludowe władze zafundowały sędziwemu już wówczas malarzowi mieszkanie i uwiecznione na filmowej kronice wczasy w Bułgarii. Prace genialnego Łemka były wystawiane w Paryżu, Amsterdamie, Frankfurcie – słowem jak Europa długa i szeroka.

Rzec można, że po raz drugi odkryto wówczas oryginalny kunszt beskidzkiego twórcy. Po raz pierwszy dostrzeżono go jeszcze przed II wojną światową, a wśród tych, którzy najwcześniej zaczęli go propagować był Jerzy Wolff, rodzinnie bardzo mocno związany z ziemią sandomierską. Grafik,  akwarelista,  malarz,  krytyk  sztuki,  a  później ksiądz  i  wieloletni  duszpasterz  Zakładu  dla  Niewidomych w Laskach pod Warszawą – tak najkrócej można by  podsumować  bogatą  biografię  Jerzego  Wolffa.

Jego dziadkiem ze strony matki był Władysław Gerard Świeżyński, dziedzic majątku Wlonice pod Ożarowem. Dziadek ze strony ojca – August Robert Wolff, zasłynął jako współzałożyciel jednego z największych przedsiębiorstw wydawniczych w dziejach polskiego rynku księgarskiego.

Spółka  nazywała  się  Gebethner  i  Wolff,  powstała w 1857 roku i istniała przez prawie sto lat, aż do momentu, gdy padła ofiarą komunistycznych porządków. Słynni księgarze ulokowali centralę swojej firmy w najbardziej reprezentacyjnym punkcie Warszawy, przy Krakowskim Przedmieściu, w budynku Pałacu Potockich, który dziś jest siedzibą Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W latach największej prosperity Gebethner i Wolff uruchomili oddziały domu wydawniczego w kilku miastach Polski.

Do wybuchu II wojny światowej spółka wydała ponad 7 tysięcy pozycji książkowych, których ogólny nakład sięgał bez mała 50 mln egzemplarzy! W każdej domowej bibliotece znaleźć można było tomy opatrzone charakterystycznym znakiem sowy, który był symbolem wydawnictwa. Warszawscy księgarze szczególną wagę przywiązywali do klasyki. U Gebethnera i Wolffa ukazywały się utwory takich gigantów jak Sienkiewicz, Orzeszkowa, Konopnicka czy Reymont.

Jeden z synów Roberta Augusta Wolffa – Ludwik, zaprzyjaźnił  się  w  czasie  studiów  na  Akademii  Rolniczej w Dublanach z Kazimierzem Świeżyńskim – ziemianinem spod Sandomierza. Któregoś lata odwiedził znajomego w jego majątku Wilczyce. Poznał wówczas siostrę gospodarza Władysławę, którą poślubił w kwietniu 1899.

Nowożeńcy zamieszkali w ofiarowanych im przez ojca Ludwika dobrach Pokrzywnica na obrzeżach Gór Świętokrzyskich.  Tam  przyszli  na  świat  dwaj  ich  synowie  – Jerzy  i  Gustaw.  Zofia  Malanowska,  córka  Kazimierza Świeżyńskiego, w swojej znakomitej książce „Wilczyckie wspomnienia”  pisze,  że  Władysława  nie  chciała  mieszkać na wsi. Prawdopodobnie wymogła na mężu sprzedaż Pokrzywnicy i przeprowadzkę do Warszawy. Pod nowym adresem nie dane jej było jednak zaznać  szczęścia.

W  1905  roku chory  nerwowo  Ludwik  popełnił samobójstwo.  Zastrzelił  się  na  klatce  schodowej  przed drzwiami mieszkania swoich rodziców. (…)

Rafał Staszewski

Więcej w papierowym wydaniu “TN”.

Udostępnij

Jeden komentarz