Wacek, Heniek i koledzy - Tygodnik Nadwiślański
niedziela, 28 listopada
kondolencje
reklama

Wacek, Heniek i koledzy

0

Postacie Szerszenia Wacka i Sztygara Heńka czynią tarnobrzeskie kluby sportowe wyjątkowymi na mapie regionu. Wygląda na to, że w Tarnobrzegu, jak nigdzie indziej w okolicy, zrozumiano, jak wielki potencjał marketingowy drzemie w żywych, gigantycznych pluszakach.

Moda na klubowe maskotki przyszła do naszego kraju ze Stanów Zjednoczonych, gdzie praktycznie każda drużyna sportowa posiada taki symbol. Maskotki zagrzewają kibiców do dopingu i zabawiają ich w czasie przerw w grze. Przede wszystkim mają jednak przyciągać na stadiony i hale najmłodszych fanów sportu.

Szerszeń Wacek towarzyszy tarnobrzeskim piłkarzom od marca. Wprowadza piłkarzy na płytę boiska, po czym przenosi się na trybuny. – Wzorowaliśmy się na „Jagiellonii” Białystok, której maskotką jest pszczoła w pasiastej koszulce. Barwy naszego klubu też pasują do pasiaka, więc zdecydowaliśmy się nawiązać do tej koncepcji. Nie chcieliśmy jednak całkiem powielać ich pomysłu, więc zdecydowaliśmy, że nasza maskotka  będzie  szerszeniem,  a  nie  pszczołą –  mówi  prezes  klubu Dariusz Dziedzic.

Pluszowy owad otrzymał imię na cześć wieloletniego prezesa KS „Siarka” Wacława Salamuchy. – Poczułem się wyróżniony. To miłe. Mam nadzieję, że szerszeń na stałe pozostanie z klubem – komentuje imiennik maskotki.

Pszczoła, na której wzorowali się działacze „Siarki”, gości na białostockim stadionie od sezonu 2007/2008. Znana jest między innymi z tego, że pomaga kibicom Jagi w różnego rodzaju akcjach charytatywnych.  Wielokrotnie  odwiedzała  wraz  z  nimi  Dziecięcy Szpital Kliniczny, gdzie uczestniczyła w rozdawaniu najmłodszym pacjentom paczek w ramach akcji „Jagiellońska Gwiazdka”. Pszczółka o imieniu Emma od 2005 roku jest też oficjalną maskotką klubową do niedawna chyba najbardziej „polskiego” zagranicznego klubu – „Borussii” Dortmund. W tym przypadku wybór był wręcz oczywisty, ze względu na barwy klubu – czarno-żółte.

Maskotki  posiada  zdecydowana  większości  klubów  piłkarskiej ekstraklasy.  Co  ciekawe,  w  niezbyt  licznym  gronie  tych,  które  ich nie posiadają, jest obecny mistrz polski „Legia” Warszawa.

Jedną z lepiej znanych piłkarskim kibicom maskotek klubowych jest na pewno Smok,  którego  spotkać  można  na  stadionie  innego  wielokrotnego mistrza kraju – „Wisły” Kraków. Stanisław Sękiewicz, który od lat się za niego przebiera, opowiadał kiedyś, że któregoś dnia jeden z kibiców dał mu woreczek, w którym były prochy zmarłej wielkiej fanki Wisły, i poprosił, aby rozsypał je na polu karnym. Zgodził się, bo, jak mówi, chciałby, aby to samo stało się z jego szczątkami po śmierci.

Kolejna z polskich piłkarskich potęg – „Lech” Poznań ma aż dwie maskotki – koziołki znane z wieży tamtejszego ratusza – Ejber i Gzub, czyli tłumacząc z poznańskiej gwary na nasze – łobuziak i dzieciak.

Część maskotek ma na swoim koncie małe i większe skandale. Mamut reprezentujący barwy GKS-u Bełchatów podczas jednego z  meczów  z  „Legią”  został  zatrzymany  przez  policję,  ponieważ ponoć zachowywał się prowokacyjnie wobec kibiców z Warszawy. Później okazało się, że był… nietrzeźwy. Tym, którzy zastanawiają się,  dlaczego  maskotką  klubu  z  Bełchatowa  jest  prehistoryczny zwierz, wyjaśniamy, że niegdyś na terenie tamtejszej kopalni odnaleziono jego szczątki.

Miś, będący maskotką „Wisły” Płock, kilka lat temu naubliżał natomiast Radosławowi  Majdanowi,  broniącemu  wówczas  barw „Pogoni” Szczecin. W czasie meczu miał ponoć słyszeć zza pleców: „Majdan, ty ch…!, Majdan ty chu…. Sp…!” – Rozglądam się, ale nikogo za mną nie ma, oprócz Miśka – mówił później w wywiadach. (…)

Rafał Nieckarz

Więcej w papierowym wydaniu “TN”.

Udostępnij

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.