Zabił żonę na oczach dziecka

0

DOBIESŁAW T. (na zdjęciu) kilka razy dźgnął nożem żonę. IWONA zdążyła wykrzyknąć „o Boże, Boże”! Tragedii próbowała zapobiec dziesięcioletnia córka, przebywająca podczas awantury w domu. Nie udało się…  

Leżąca na podłodze Iwona ostatkiem sił odwróciła głowę  w  jej  stronę,  mrugnęła  oczami  i  odeszła  na  zawsze.

Przerażona dziewczynka schowała się pod biurko w swoim pokoju. Od dramatu rodziny T. z Mielca, który wstrząsnął całą Polską,  w  październiku  br.  minie  dwa  lata.

W  ubiegłym tygodniu przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu rozpoczął się proces czterdziestoletniego Dobiesława T. oskarżonego o zabójstwo żony. Na sali rozpraw odżyły bolesne wspomnienia. O śmierci matki, licznych kłótniach w domu, relacjach z ojcem mówiły osierocone dziewczynki.

Zeznania złożyli także rodzice, siostry, szwagier oraz koleżanki Iwony. Ich  małżeństwo  w  początkowym  okresie  układało  się w  miarę  dobrze.  Problemy  pojawiły  się  wtedy,  gdy  cały ciężar utrzymania domu spadł na młodą kobietę i zaczęło brakować  pieniędzy.  „Dobek”,  bo  tak  nazywają  oskarżonego  członkowie  rodziny  oraz  znajomi,  miał  wysokie mniemanie o sobie, lubił bajerować, preferował wygodne życie. Był moment, że zajmował się internetową sprzedażą bagażników do samochodów i nieźle na tym zarabiał. W kolejnych latach zdarzało się, że miał jakieś dorywcze zajęcia, ale kokosów z tego nie było. Na stałe nigdzie nie był zatrudniony.

Iwona pracowała jako opiekunka w żłobku. Skończyła studia i awansowała na zastępcę kierownika placówki. Prowadziła też komis z artykułami dla dzieci na hali targowej w Mielcu, w którym sprzedawała jej mama.

Dobek popadł w długi. Dlatego, gdy Iwona kupowała mieszkanie własnościowe, podpisali intercyzę. Siostra denerwowała się, że utrzymanie domu, spłacanie kredytów obarczało tylko ją. Z tego powodu dochodziło do kłótni. Szwagier pił sporadycznie. Raz byłam świadkiem jego popisów po alkoholu. Wziął nóż i straszył, że jak Iwona go zostawi, to ją załatwi. Był o nią strasznie zazdrosny. Mówił, że jest popier.., bo ciągle gdzieś wychodzi. On za to leżał pod kołdrą albo siedział całymi dniami przed komputerem. Raz zdarzyło się, że Iwona uciekła  od  niego  i  radziliśmy,  by  się  z  nim  rozwiodła.  Nie odważyła się, choć wielokrotnie podkreślała, że marzy o normalnej, stabilnej rodzinie – zeznała jedna z sióstr zmarłej. (…)

Monika Stojowska

Więcej w papierowym wydaniu “TN”.

 

Share.

Comments are closed.