Wraki, jaskinie i znikające jezioro [W najnowszym TN]

0

Tarnobrzescy płetwonurkowie regularnie „zwiedzają” słynne nurkowiska. Ostatnio odwiedzili Meksyk, a wcześniej wielokrotnie Egipt czy np. Austrię. Obcowali z rekinami, zwiedzali słynne jaskinie i wraki…

Egipt to mekka płetwonurków – przynajmniej w naszej części globu. To tam wielu rozpoczyna swoje zagraniczne wojaże. Wielu też, w tym nasi bohaterowie z Klubu Płetwonurków LOK „Octopus”, bywa tam regularnie. Obecnie jeżdżą do Egiptu na tak zwane safari. – Na „safari” w zasadzie nie widzi się lądu. Pośrednik odbiera nas z lotniska i zawozi prosto do portu. Tam przechodzimy odprawę celną. Ładujemy się na łódź i wypływamy na sześć dni na morze. Cały czas spędzamy na wodzie, na różnych rafach – tłumaczy prezes klubu Piotr Pawlik. – Im dalej wypłyniemy, tym mniej zniszczone będą rafy. Egipt jest niezwykle popularny wśród nurków i to ma także negatywne skutki. Pod wodą widać, że przetaczają się tędy tabuny ludzi. Na „safari” można wykonać nawet trzy czy cztery nurkowania dziennie. Wstajemy skoro świt i zaraz po 6 rano jesteśmy już w wodzie. To dość męczące, ale nie zdarzyło mi się jeszcze, żebym opuścił chociaż jedno nurkowanie podczas takiego pobytu.

TAŃCZĄCY Z REKINAMI

Podczas nurkowania w Egipcie wcale nie jest łatwo natknąć się na rekiny. – Przez pierwsze trzy czy cztery lata tylko raz widziałem rekina. A gdy go pierwszy raz zobaczyłem, to był bardzo daleko i bardzo szybko uciekał, jak mnie zauważył – opowiada ze śmiechem nasz rozmówca. – Jeśli koniecznie chcemy spotkać się z rekinami, musimy wybrać się na „safari”, które będzie na to nastawione. Musimy odpłynąć odpowiednio daleko od brzegu. Chociaż tak naprawdę, to nikt nam nie zagwarantuje, że na nie trafi my. W ubiegłym roku byliśmy na takiej wyprawie… (rn)

Więcej w papierowym i elektronicznym wydaniu „TN”.

Może zainteresują Cię również wpisy oznaczone podobnymi tagami:

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.