Ciemne chmury nad uczelnią

0

Nie jest tajemnicą, że już od dłuższego czasu Wyższa Szkoła Humanistyczno-Przyrodnicza w Sandomierzu boryka się z problemami finansowymi. Obecnie sytuacja uczelni jest na tyle zła, że część jej majątku może zostać zlicytowana przez komornika. Niemniej jednak jej władze widzą jeszcze szansę na ratunek, pomysłów jest kilka i wydaje się, że ten rok będzie decydujący, jeśli  chodzi  o  przyszłość  sandomierskich uczelni w ogóle.

Władze  WSHP  już  nawet  nie  ukrywają, że część majątku uczelni została zajęta przez  komornika.  – Niedawno komornik poinformował nas, że dokonał wyceny całości majątku uczelni. Jednak w trakcie mojej rozmowy z nim ustaliliśmy, że jeśli miałoby już dojść do jakiejś licytacji, to będzie on chciał zlicytować jedynie tę część majątku uczelni, która pozwoli mu na spłatę zobowiązań, które jego kancelaria przejęła. Jest jeszcze inne rozwiązanie, o którym rozmawialiśmy: otóż jeśli już mielibyśmy stracić część naszego majątku, to lepiej, abyśmy my go sami sprzedali, wtedy unikniemy kosztów komorniczych i być może uda  nam  się  uzyskać  wyższą  cenę –  mówi Tadeusz Frańczak (na zdjęciu z prawej), kanclerz WSHP.

Wiadomo,  że  zadłużenie  uczelni,  wynikające głównie z jej zaległości finansowych wobec byłych i obecnych pracowników, jest znaczne.  Jednak,  jak  podkreśla  Tadeusz Frańczak, na razie wartość majątku WSHP jeszcze znacznie przewyższa jej zobowiązania. Przyznaje, że większość zadłużenia pochodzi sprzed kilku lat. Obecnie kształtuje się ono na mniej więcej stałym poziomie.

Największym problemem uczelni jest jednak fakt, że ma ona poblokowane przez komorników konta bankowe, co uniemożliwia jej normalne funkcjonowanie. Za każdym razem, aby dokonać jakichkolwiek operacji finansowych, uczelnia musi się zwracać do komornika  o  pozwolenie.

 – Doszło  nawet do tego, że jeden z komorników, zamiast wykorzystać  możliwość  wpisania  się  na  nasz majątek,  to  rozpoczął  kampanię  zastraszania studentów, wysyła im jakieś pisma, aby wpłacali czesne nie na konto uczelni, tylko na konto kancelarii komorniczej, aby z tych pieniędzy mógł pokryć zobowiązania uczelni. My  przez  takie  działanie  tracimy  płynność finansową i jeszcze trudniej nam wyjść z długów – dodaje kanclerz.

  1. Frańczak przyznaje jednak, że jeszcze nie wszystko stracone,  i  do  sprzedaży  (lub licytacji komorniczej) części lub całości majątku  uczelni  wcale  nie  musi  dojść.  Uczelnia cały czas szuka strategicznego inwestora  i  partnera,  który  raz,  że  pozwoliłby  jej wyjść  z  długów,  a  dwa  –  umożliwił  rozwój i funkcjonowanie na coraz trudniejszym rynku akademickim. W grę wchodzą zarówno podmioty  prywatne,  jak  i,  a  może  przede wszystkim,  samorządy.  I  to  nie  tylko  gmina Sandomierz, ale i ościenne gminy, które, jak przypomina kanclerz uczelni, miały swój wkład w jej powstanie.

WSHP planuje również wzięcie udziału w kilku projektach unijnych,  wartych  wiele  milionów  złotych. Została do nich zaproszona jako jedyna niepubliczna uczelnia w Polsce. Poza tym ma w nich uczestniczyć jeszcze kilka czołowych szkół wyższych w kraju. To jednak na razie pieśń  przyszłości,  w  tej  chwili  priorytetem uczelni jest przetrwanie do następnego roku akademickiego.

Skąd się zatem wzięły tak poważne kłopoty  sandomierskiej  WSHP,  uczelni,  która  jeszcze  kilkanaście  lat  temu  plasowała się w czołówce najlepszych niepublicznych uczelni w kraju. Owszem, winę można by zrzucić  na  niż  demograficzny  i  ogromną konkurencję wśród szkół wyższych. Nie ulega wątpliwości, że z reguły pierwszym wyborem dla absolwentów szkół średnich będą uczelnie  w  dużych  miastach,  szczególnie państwowe.  Studiowanie  w  Sandomierzu, i  to  tylko  w  systemie  zaocznym,  dla  młodych ludzi nie brzmi zbyt atrakcyjnie.

Taka argumentacja, to jednak spłycenie problemu, bo niewątpliwie sporym zaniedbaniem wszystkich władz uczelni, od momentu jej powstania i czasów świetności, aż do teraz, było niewypracowanie własnej kadry naukowej. Dla żadnego z profesorów WSHP nie była i nie jest pierwszą uczelnią. Owszem, nie  można  odmówić  im  zaangażowania, ale  zwykle  przyjeżdżali  do  Sandomierza z większych ośrodków naukowych, aby sobie dorobić.

Jednak  gwoździem  do  trumny,  jak  się wydaje,  były  wydarzenia  z  ostatnich  lat. Chodzi  mianowicie  o  słynny  już  proces uczelni  z  miastem  z  powodzianami  w  tle, nieprzynoszący chluby ani jej, ani miastu. Przypomnijmy,  że  gmina  zakwaterowała  w  uczelnianym  akademiku  powodzian, później  nie  chciała  zapłacić  za  to  uczelni tyle, ile ta żądała. Sprawa skończyła się sądzie, i ostatecznie miasto musiało zapłacić kilkadziesiąt tysięcy zł. Całe to zamieszanie sprawiło, że i tak nie najlepsza aura wokół uczelni jeszcze się pogorszyła. (…)

Józef Żuk

Więcej w papierowym wydaniu „TN”.

Może zainteresują Cię również wpisy oznaczone podobnymi tagami:

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.