PTTK puszczone w skarpetkach?

0

2009-07-04 101626alertalertBurmistrz Jerzy Borowski najpierw złożył do sandomierskiego Sądu Rejonowego pozew, w którym domagał się od PTTK zwrotu Bramy Opatowskiej (na zdjęciu) i Podziemnej Trasy Turystycznej, a kilka dni później dyskretnie go wycofał. Naiwnością byłoby jednak upatrywać w tym znaku pokoju.

Nieco ponad miesiąc temu pisałem o batalii między władzami Sandomierza, a miejscowym Odziałem Polskiego Towarzystwa Turystyczno – Krajoznawczego, któremu burmistrz nie przedłużył umowy dzierżawy na administrowanie Bramą Opatowską i Podziemna Trasą Turystyczną („Burmistrzowskie oblężenie” TN z 16 stycznia br.). Powodem wypowiedzenia umowy – to wersja oficjalna – było przekonanie, że PTTK ukrywa prawdziwe dochody, jakie czerpie z administrowanych obiektów, a czynsz w wysokości 250 tys. zł rocznie jest niewielką częścią tego, co administrator chowa do własnej kiesy.

 Prawdę mówiąc, podejrzenie to potwierdził sam PTTK, który, postawiony pod ścianą, zaproponował, że za przedłużenie umowy gotów jest czynszową stawkę podwoić. Dla niechętnych PTTK jest to argument na czerpanie przezeń krociowych zysków, bo skoro nagle administratora stać na płacenie podwojonej stawki, to znaczy, że ma z czego. Podobny argument, chociaż w zawoalowanej formie, dało się  słyszeć z sandomierskiego magistratu w formie argumentu o braku przejrzystości we wzajemnych rozliczeniach. Burmistrz Jerzy Borowski oburzał się, że władze miasta nie mają pojęcia, ile PTTK zarabia na miejskich obiektach: – Administrowanie tymi obiektami przynajmniej  przez rok pozwoli nam zorientować się w sprawach finansowych, a także wyrobić sobie zdanie na temat prawidłowości  zarządzania nimi przez PTTK – tak brzmiało burmistrzowskie uzasadnienie decyzji o odebraniu obiektów PTTK i przekazaniu ich  Sandomierskiemu Centrum Kultury, będącemu zresztą jednostką administracyjną gminy.

Oczywiście spotkało się to ze zdecydowanym protestem władz PTTK, które zarzuciły burmistrzowi despotyzm i zazdrość za osiągnięcia w zakresie obsługi turystów, ze szczególnym uwzględnieniem nowego domu noclegowego.

Ponieważ fakty te opisałem we wspomnianym wyżej tekście, teraz czas na nowości. Obawiam się zresztą, czy przy takiej dynamice wydarzeń, opisane niżej okoliczności będą jeszcze aktualne.

Oceniający szansę obu zapaśników zdecydowanie obstawiali wygraną burmistrza, przewidując, że PTTK spuści z tonu i zacznie zastanawiać się, co robić dalej. Tym bardziej, że jego sytuacja finansowa jest nie do pozazdroszczenia, bo nie bardzo jest z czego spłacać trzymilionowy kredyt zaciągnięty na budowę domu noclegowego. Nota bene, kredyt zaciągnięty pod zastaw przyszłych dochodów z administrowania obiektów, które burmistrz odebrał. Tymczasem, nie mający nic do stracenia PTTK, postanowił zignorować decyzję burmistrza i obiektów nie oddawać. Prezes Marek Juszczyk jest pewien wygranej:

Jeśli władze miasta są pewne swoich racji, niech wystąpią do sądu, a ten rozsądzi, kto ma rację. Tym bardziej, że dysponujemy dokumentami, z których wynika, że mamy tytuł prawny do władania obiektami.  W 1927 roku magistrat wydał Polskiemu Towarzystwu Krajoznawczemu pozwolenie na remont Bramy Opatowskiej i wybudowanie wejścia na szczyt „dla opłaty na rzecz towarzystwa”, a zatem przekazano nam ten obiekt. W okresie rewaloryzacji Sandomierza, pozyskiwaliśmy pieniądze i łożyliśmy je na wybudowanie nowej atrakcji turystycznej, jaką jest podziemna trasa. Jest dokument stwierdzający, iż: „przekazuje się nieodpłatnie trasę podziemną Polskiemu Towarzystwu Turystyczno – Krajoznawczemu”.

Równie sztywne stanowisko zaprezentował burmistrz Jerzy Borowski:

Trasa i brama należą do miasta i jeśli PTTK ich nie opuści, wystąpimy o sądowe wydanie rzeczy i opłatę za bezumowne korzystanie z obiektów.

Wkrótce potem do sandomierskiego Sądu Rejonowego istotnie wpłynął pozew, w którym sandomierski samorząd domaga się zwrotu obu obiektów. (…)

Jan Adam Borzęcki

Więcej w papierowym wydaniu „TN”.

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.