Samorządowa bylejakość

0

Jak bumerang wraca sprawa wielkiej inwestycji w prawobrzeżnym Sandomierzu, związanej z remontem kilkunastu ulic. Wygląda na to, że skończy się w sądzie, a przedmiotem sporu będzie kilkaset tysięcy złotych. Wszystko przez urzędnicze zaniedbania. Podobnie jest ze słynnym już placem zabaw na osiedlu przy szpitalu. Okazuje się, że będzie on mniejszy niż zakładano, bo urzędnicy projektując go, nie zauważyli, że zachodzi na parking i drogę dojazdową do bloku.

Inwestycje w prawobrzeżnym Sandomierzu były częścią wartego ponad 10 milionów złotych zadania, obejmującego przebudowę kilkunastu zniszczonych podczas powodzi w 2010 roku ulic w prawobrzeżnym Sandomierzu, jak również ulicy Przemysłowej obok sandomierskiej giełdy. Do tego dochodziła budowa przepompowni, chodników, ścieżek rowerowych, wymiana kanalizacji. Środki na to zadanie w większości pochodziły z budżetu Unii Europejskiej.

Właśnie mija rok od pierwotnego terminu zakończenia tej inwestycji, który nie został dotrzymany. Wyznaczano kolejne terminy, wykonawca w pewnym momencie zszedł nawet z placu budowy, prace jednak udało się zakończyć. I mimo większych lub mniejszych niedoróbek, o czym jeszcze wspomnimy, to inwestycję można uznać za zakończoną, mimo że jej odbiory jeszcze trwają. Miasto prawdopodobnie będzie się sądzić z wykonawcą tego zadania, gdyż w wierzchniej warstwie ścieralnej asfaltu wylanego na ulice użyto nie takiego kruszywa, jakie było w specyfikacji. Użyto tańszego, lecz spełniającego wszelkie normy materiału, używanego nawet do budowy dróg szybkiego ruchu. Ale nie takiego, jaki projektanci zapisali w papierach. Miasto żąda teraz od wykonawcy zwrotu różnicy kosztów za użyty materiał – 230 tys. zł. Szczęściem w nieszczęściu udało się uniknąć sytuacji, że z powodu niezgodności inwestycji z projektem, Urząd Marszałkowski nie cofnął dotacji na tę inwestycję. (jż)

Więcej w papierowym w papierowym wydanie TN lub eTN.

Może zainteresują Cię również wpisy oznaczone podobnymi tagami:

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.