Sandomierz i Tatarzy

0

W XIII i XIV wieku naszych przodków zimy straszyły nie tylko śnieżycami i mrozem, ale także najazdami Tatarów, które zbierały żniwo krwawsze, niż pogodowe szaleństwa. Potwierdzeniem tej tezy może być przykład Sandomierza.

Ze starych kronik wynika, że zimy były wówczas bardzo srogie i dawały się ludziom we znaki, a śmierć na skutek wychłodzenia była wręcz czymś powszechnym. Tym bardziej, że nie wszystkich stać było na futrzany przyodziewek, a ogrzewane ogniskiem półciemne chaty nie trzymały ciepła. Jeśli dodać do tego powszechny niedostatek pożywienia okaże się, że ta pora roku była dla ludzi jedną z największych prób. Zasadniczym atutem było jednak doświadczenie, fizyczne zahartowanie oraz dogłębna znajomość natury. Od wieku XIII do zimowych plag zaliczyć trzeba było najazdy Mongołów, a potem Tatarów. Zimowych, bo napastnicy rodem z Azji przedsiębrali wojenne wyprawy właśnie zimą, kiedy łatwo było przekroczyć zamarznięte rzeki, a śnieżyce skutecznie kamuflowały ruchy wojsk. Dodajmy, że przyzwyczajeni do ostrego klimatu mongolscy wojownicy oraz ich nawykłe do mrozu stepowe koniki panujący u nas chłód znosili stosunkowo łatwo. Poza tym, w dobie braku twardych dróg przemieszczanie się po zmarzlinie było znacznie łatwiejsze.

Dominująca rola ówczesnego Sandomierza oraz jego lokalizacja na ważnych szlakach komunikacyjnych sprawiły, że dotykały go wszystkie mongolskie, a potem tatarskie najazdy. Pierwszy raz mongolscy wojownicy pojawili się pod Sandomierzem na początku 1241 roku. Przywiódł ich tu wódz o imieniu Ordu, wnuk samego Czyngis-chana. Zdobycie miasta musiało być trudne, skoro latopis ruski wspomina o długim i pełnym strat oblężeniu. Dodajmy, że w tym okresie miasto i zamek stanowiły odrębne punkty oporu. Zostały zdobyte w Popielec, 13 lutego 1241 r. Przerażające skutki klęski poznać można dzięki Długoszowi, który opisuje to tak: „Zdobywszy je wreszcie, zabijają opata koprzywnickiego (wraz z innymi schronił się w Sandomierzu – przyp. red.) i wszystkich braci klasztoru koprzywnickiego, zakonu cystersów, oraz wielką liczbę duchownych i świeckich, mężczyzn i kobiet, szlachty i ludu obojga płci, którzy się tam zgromadzili w celu ratowania życia lub obrony miejsca. Urządzają wielką rzeź starców i dzieci i jedynie kilku młodym darują życie, ale zakuwają ich jak najgorszych niewolników w straszne dyby”. Następnego dnia wojska polskie biorą odwet pokonując Mongołów w bitwie pod Turskiem… (jab)

WIĘCEJ W ŚWIĄTECZNYM WYDANIU ”TYGODNIKA NADWIŚLAŃSKIEGO” LUB eTN.

jedynkaswiat

Może zainteresują Cię również wpisy oznaczone podobnymi tagami:

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.