Zamek pod kluczem

0

zamek (Medium)Dzieje sandomierskiego Zamku nieodłącznie związane są z historią miasta. Był siedzibą monarchów, królewskich urzędów, obronną twierdzą, a potem więzieniem. Wybudowano go w  miejscu zniszczonego przez Tatarów grodu, a  fundatorem murowanej budowli obronnej był król Kazimierz Wielki.

Tyle tylko, że z tamtego założenia do dzisiaj pozostały jedynie fundamenty ośmiobocznej wieży oraz fragment przylegającego do niej budynku. Za króla Kazimierza Jagiellończyka obiekt przebudowano w stylu gotyckim, aby wiek później uczynić go renesansowym. Potem los był dla Zamku mniej łaskawy, bowiem Szwedzi wysadzili niemal trzy czwarte obiektu, który już nigdy nie odzyskał świetności.

Co prawda król Jan III Sobieski częściowo podniósł go z ruin, ale podczas konfederacji barskiej stacjonujące tu wojska rosyjskie tak Zamek zdewastowały, że już więcej się nie podniósł. Zresztą niebawem dokonały się rozbiory i pamiątki świetności Rzeczpospolitej stały się solą w  oku zaborców, którzy wiele historycznych budowli zdegradowali do upokarzającej roli.

Tak właśnie stało się z  sandomierskim Zamkiem, w którym Austriacy zlokalizowali sąd kryminalny i  areszt. Właściwa zmiana funkcji obiektu nastąpiła jednak w  1825 roku, kiedy to rosyjski zaborca zdecydował o  przeznaczeniu go na miejsce odosobnienia. Podczas adaptacji pierwsze piętro przecięto stropem, wykuto nowe klatki schodowe i  korytarze, tworząc trzy kondygnacje cel. Wtedy w  zachodniej ścianie korpusu dobudowano tzw. wieżę ustępową, usunięto pozostałości skrzydeł, a  zniwelowany podworzec otoczono murami.

Ciekawostką jest, że po utworzeniu diecezji sandomierskiej (1816) Zamek miał być przeznaczony na rezydencję biskupa, ale wobec zdecydowanej odmowy, z  projektu zrezygnowano. Dalsza adaptacja obiektu miała miejsce w  latach 1893-1894, kiedy od strony południowej i wschodniej wzniesiono budynki mieszkalne dla personelu oraz zabudowania gospodarcze. W  jednej z przybudówek zlokalizowano m.in. oddział kobiecy. Całość opasano murami z drutem kolczastym, a  dziedziniec podzielono na dwa spacerniaki.

Starsi sandomierzanie jeszcze pamiętają dobudowane skrzydło, popularnie zwane „rogalem”, które rozebrane zostało dopiero w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Sposób funkcjonowania więzienia z okresu zaboru rosyjskiego jest trudny do odtworzenia z uwagi na zniszczenie dokumentów.

W  momencie wybuchu I  wojny światowej Rosjanie ewakuowali więźniów w  okolice Odessy, zabierając też wyposażenie cel oraz zapasy żywności. Po przejęciu Sandomierza przez administrację austriacką więzienie przekształcono w obóz jeniecki, w którym przetrzymywano jeńców włoskich. W chwili przejęcia więzienia przez władze polskie znajdowało się w nim około stu więźniów skazanych przez austriackie sądy polowe. Ponieważ część z nich zwolniono, ostatecznie w  celach pozostało 62 więźniów, a  8 kobiet i  36 mężczyzn trzymano w areszcie śledczym.

Po odzyskaniu niepodległości Zamek pozostał więzieniem. Już 13 listopada 1918 r. jego czasowym zarządcą został Józef Madey, któremu przez jakiś czas pomagał były austriacki komendant. Porządkowanie zaczęto od generalnego remontu, bowiem zapuszczone budynki, bez szyb, a  nawet ram okiennych, pozbawione jakichkolwiek zabezpieczeń oraz zdewastowane cele powodowały, że obiekt praktycznie nie nadawał się do użytku.

Cele „umeblowane” były prymitywnymi pryczami z  desek, na których leżał tzw. barłóg (siennik wypchany suchymi konopiami lub trawą), a na 18 cel tylko cztery wyposażone były w stoły. Nieliczni „szczęśliwcy” mieli także do dyspozycji ławy. Klozety zastępowały drewniane lub metalowe kubły umieszczone w  specjalnych niszach, a  że tylko niektóre były zamykane, w  celach panował nieznośny fetor.

Drzwi większości cel były tak zdezelowane, że można je było otworzyć mocniejszym szarpnięciem. Jedynie w  dwóch celach szpitalnych z  czterema pryczami znajdowała się pościeli. W  więziennej kuchni najważniejszym elementem był zaś osadzony na stałe kocioł o pojemności 190 litrów. Cele kobiece zlokalizowane były przy tym samym korytarzu co męskie. Personel więzienia składał się z 16 funkcjonariuszy, w  tym 10 dozorców i  strażników.

Dodać należy, że w  pierwszym okresie praktycznie nie było żadnych przepisów dotyczących więziennictwa, a  procedura była czystą improwizacją. Trzeba więc było zaczynać niemal od zera. (…)

Jan Adam Borzęcki

Więcej w papierowym wydaniu „TN”.

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.