Swoją pasję do majsterkowania przekuł w zawód. Stał się nie tylko rzemieślnikiem, ale też artystą. Zaczął od "dłubania" w garażu, tak dla siebie, po godzinach, a teraz chce założyć firmę i na dobre zajmować się robieniem mebli z drewnianych palet i przedmiotów, które można ponownie przetworzyć. Spod jego ręki wychodzą prawdziwe dzieła sztuki.
Oskar Napieracz (na zdjęciu) ma 32 lata (Tekst z grudnia 204 roku) i mieszka w Mielcu. Już jako młody chłopak w wakacje wyjeżdżał do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracował w stolarni wujka. Pomagał przy robieniu drzwi, okien, parapetów, ale też mebli i altanek z drewna. Bardzo wiele się nauczył. Nie sądził jednak, że te umiejętności przydadzą mu się kiedyś w jego własnej działalności.
- Już wtedy bardzo się zainteresowałem tworzeniem różnych rzeczy z drewna, przede wszystkim mebli. Zaczęło mnie to pociągać, szczególnie że odkąd pamiętam miałem zdolności plastyczne. Zawsze lubiłem też majsterkować. Jednak byłem jeszcze bardzo młody. Wyjazdy się skończyły, rozpocząłem studia w kraju. Wktótce z nich zrezygnowałem i poszedłem do pracy - jednej, drugiej i plany związane ze stworzeniem zakładu stolarskiego odeszły na dalszy plan - mówi Oskar.
Zajmował się między innymi grafiką. Projektował głównie loga i albumy fotograficzne. Obok stolarki to właśnie grafika i fotografia są jego głównymi zainteresowaniami.
Na pomysł stworzenia czegoś użytecznego ze zwykłej palety nasz bohater wpadł dwa lata temu. Przypadkowo, szukając czegoś, natknął się na tego typu wyroby. Nie jest to nowość na polskim rynku, ale nadal jest to niszowa branża. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, jakie cuda mogą powstać ze zwykłych palet przemysłowych. Wystarczy pomysł, trochę sprzętu, nieco umiejętności stolarskich i zaangażowanie. Pierwszym meblem, jaki wyszedł spod ręki Oskara, był niewielki stolik kawowy.
- Mam go do tej pory, bo prototypów się ponoć nie sprzedaje, ani nikomu nie oddaje. Myślę, że już za pierwszym podejściem udało mi się stworzyć coś oryginalnego, nawet pod względem kolorystycznym, bo już wtedy zacząłem trochę eksperymentować z farbami, tak aby nadać swoim wyrobom wygląd starych mebli. Tak na próbę wystawiłem go na jednym z portali internetowych i, o dziwo, wkrótce pojawili się pierwsi zainteresowani. I tak to się zaczęło. Na początku traktowałem to raczej jako hobby i byłem zaskoczony, że tak to się rozwinęło - wspomina Oskar.
Tworzeniem mebli zajmował się wieczorami, po pracy. Powstawały kolejne stoliki, pufy, niewielkie regały, a nawet stojaki na wino. Wykorzystywał do tego palety, albo odpowiednio obrobione inne elementy drewniane. W swojej pracy stawia na tzw. upcykling, czyli przekształcanie odpadów lub bezużytecznych produktów, nadawanie im nowej formy, tak aby na nowo stały się przydatne. Wszytko bez szkody dla środowiska. Tą ideą chce się kierować.
Technika wykonania danego elementu jest różna, w zależności od pomysłu i zastosowania. Do stworzenia stolika używa zwykle dwóch palet. Zanim jednak rozpocznie pracę, rozkłada je na części pierwsze, odpowiednio przygotowuje drewno, szlifuje, usuwając plamy i przebarwienia, impregnuje je. Uzupełnia też deski, aby szpary w blacie, były jak najmniejsze. Do wykończenia używa olejów naturalnych czy specjalnych wosków. Tak stara się nakładać farby i polerować drewno, aby wyglądało na stare.
- Ciągle powstają też nowe pomysły, czasem przypadkowo wpadnę na coś ciekawego, a czasem po prostu kombinuję przez jakiś czas, jakby tu udoskonalić jakiś element. Na początku moja praca była bardziej spontaniczna, a teraz najpierw szkicuję mebel, a dopiero później zabieram się do pracy. Staram się, aby meble, które wychodzą spod mojej reki, były dopracowane w najmniejszym detalu, żeby miały odpowiednią jakość - mówi Oskar.
W planach ma także łączenie drewna z metalem. To byłyby już raczej meble w stylu nowoczesnym. Jednak nadal chce wykorzystywać do ich produkcji, w miarę możliwości, elementy wtórne.
Trzeba przyznać, że dzieła Oskara nie są tanie, ale tanie być nie mogą, skoro są wykonywane ręcznie, przy użyciu głównie drewna. Koszt wykonania stolika, biorąc tylko pod uwagę zakup palet i innych niezbędnych elementów, jak impregnaty, oleje i farby, oscyluje w granicach 150 zł. Do tego dochodzi koszt wykonania, a więc ostateczna cena to około 450 zł, co biorąc pod uwagę jakość i sposób wykonania, nie wydaje się kwotą wygórowaną.
Kolejnym krokiem Oskara ma być założenie firmy i całkowite poświęcenie się produkcji mebli z elementów wtórnych. Kilka tygodni temu rozpoczął już nawet współpracę z jednym z krakowskich sklepów.
- Teraz chcę już tak na poważnie ruszyć z promocją mojej działalności, bo wyszedłem z założenia, że łączenie pracy przy tworzeniu mebli z inną pracą zawodową nie ma sensu. Muszę się skupić na jednej rzeczy, a że zainteresowanie moimi wyrobami jest coraz większe, to chcę właśnie postawić na meble. Do tej pory na wykonanie jednego stolika, pracując po godzinach, poświęcałem powiedzmy dwa tygodnie. Jak się temu całkowicie poświecę, to czas wykonania mebla mogę ograniczyć do 2-3 dni - dodaje.
Na razie wciąż skupia się jeszcze na małych pojedynczych elementach, jednak zamierza pójść krok dalej. W planach ma na przykład robienie z palet łóżek, komód i szafek. Chciałby też zająć się odnawianiem starych mebli, nie tylko zabytkowych, ale również tych z czasów PRL-u.
- Mimo że są siermiężne, to mają coś w sobie - twierdzi. - Chciałbym je przerabiać po swojemu, aby zyskały nowy blask. Przyznam, że możliwości w tej branży są naprawdę nieograniczone.
JÓZEF ŻUK
Przy współpracy z producentem mebli dębowych Ewood.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tyna.info.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Karol Bury wojewodą sandomierskim
Vivat Carolus Bury! Mości Wojewodo Sandomierski gratuluję i życzę powodzenia!
Zdzisław
21:38, 2026-04-26
Zmarł pochodzący z Rytwian redemptorysta o. Marian Sojk
Pochodzący z Grzybowa, w Rytwianach się tylko urodził. Ja się urodziłam w Busku-Zdroju i nie piszę nigdy że pochodzę z Buska -Zdroju czy innego dużego miasta w którym mieszkam ponad 40 lat. Marian Sojka jest z Grzybowa i jest jego dumą bo zawsze był uczciwym człowiekiem, a to rzadkość w dzisiejszych czasach. Dziennikarz powinien cechować się dociekliwością.
Grzybowianka
12:46, 2026-04-26
Likwidacja "porodówki" w Nowej Dębie o krok bliżej
Proponuję wszystkie oddziały w szpitalach zrobić jako "jednego dnia". Operacja jednego dnia i wypad do dom. Koszty mniejsze a w razie zgonu pacjenta zarobek gwarantowany dla kwiaciarni, zakładu pogrzebowego, księdza, kościelnego , organisty. Same korzyści.
Jeszcze żywy
11:40, 2026-04-26
Ostrzeżenie pierwszego stopnia dla Tarnobrzega
Czemu nie ostrzegają przed smrodem nad Tarnobrzegiem? W nocy z 25/26 kwietnia około godziny 1-szej było czuć jakiś smród, jakby spalenizny. Chemią jechało. Może tym warto się zająć ?
Tarnobrzeżanin
11:37, 2026-04-26