Zamknij

Dodaj komentarz

Nie żyje ostatni członek konspiracyjnej organizacji Młode Wojsko Polskie

rs 15:16, 10.02.2026 Aktualizacja: 15:27, 10.02.2026
Skomentuj Nie żyje ostatni członek konspiracyjnej organizacji Młode Wojsko Polskie Zdzisław Gęca Fot. Starostwo Staszów

W wieku 97 lat zmarł Zdzisław Gęca, ostatni członek niepodległościowej organizacji Młode Wojsko Polskie, utworzonej w 1948 roku z inicjatywy uczniów Państwowego Liceum i Gimnazjum Koedukacyjnego w Staszowie.

O śmierci Zdzisława Gęcy poinformowało Starostwo Powiatowe. "Ze smutkiem przyjęliśmy wiadomość o odejściu zasłużonego patrioty" - napisano w mediach społęcznościowych staszowskiego samorządu.

Zdzisław Gęca był Staszowianinem. Urodził się w 1929 roku. W ostatnim czasie był jedynym żyjącym członkiem Młodego Wojska Polskiego. 

Historię tej organizacji opisywaliśmy niegdyś szeroko na łamach "TN":

 

Zapomniani bohaterowie

Było ich trzydzieścioro. Z tego grona żyje teraz mniej niż połowa. Wszyscy przeszli piekło. Jako młodzi, często nastoletni jeszcze ludzie poznali smak ubeckich katowni i ciężkich więzień. Wszystko za to, że mieli odwagę wyrazić swój sprzeciw wobec narzuconego Polsce ustroju i to w czasie, gdy koszmar stalinizmu osiągnął właśnie swoje apogeum.

Organizacja nosiła nazwę „Młode Wojsko Polskie”. Powstała w staszowskim gimnazjum wiosną 1948 roku. Działała kilkanaście miesięcy – długo jak na tamte warunki. Dopiero w listopadzie 1949 roku zaczęły się masowe aresztowania jej członków. Zapadły wysokie wyroki od 3 do 12 lat więzienia, a pamiętać trzeba, że przed sądem stali uczniowie, młodzież, której najpiękniejszy okres życia przyszło spędzić w celi, gdzie każdy kolejny dzień był gehenną.

Komuna – wróg narodu

Czy naprawdę byli formacją wojskową? Pod wieloma względami przypominali konspiracyjny oddział, ale to nie zbrojna walka była ich celem. Starali się przede wszystkim ukazywać, czy odkrywać przed mieszkańcami miasta prawdziwe oblicze komunizmu. Inicjatorem powołania organizacji był Jerzy Lachowski, przeważnie to on również  werbował później nowych jej członków. Ostrożnie, z rozwagą, w oparciu o solidny wywiad środowiskowy. Każdy, kto decydował się wstąpić w szeregi „Młodego Wojska Polskiego” musiał złożyć przysięgę przed komendantem. Odbywało się to na cmentarzu, w kaplicy. Nowy członek zobowiązywał się do wierności organizacji i walki z ustrojem Polski Ludowej. Rota kończyła się słowami „Tak mi dopomóż Bóg” i ucałowaniem Pasyjki.

Szeregi zaprzysiężonych szybko rosły. W tym gronie przeważali mężczyźni, a właściwie jeszcze chłopcy. Były również dwie dziewczyny. Owa walka z ustrojem koncentrowała się z początku na rozrzucaniu ulotek, informujących o zbrodniczych poczynaniach władz komunistycznych. Kopiowane były ręcznie, dopiero po pewnym czasie organizacja zakupiła maszynę do pisania.

Konspiratorzy niszczyli rozwieszane wtedy wszędzie portrety partyjnych notabli, ale uczestniczyli także w dużo poważniejszych akcjach.

Pod ostrzałem

– Gromadziliśmy broń, której z czasem uzbierało się dość sporo – wspomina Kazimierz Gawroński – Organizacji potrzebne były również pieniądze, choćby po to, że liczyliśmy się z koniecznością opuszczenia kraju, jeśli nadarzy się ku temu sposobność.

Pan Kazimierz kilka razy uczestniczył w przedsięwzięciach organizacji, mogących przybrać dramatyczny scenariusz. W grudniu 1948 roku razem z Lachowskim rozbroili milicjanta, który akurat przyjechał do domu na świąteczny urlop. Stało się to w podstaszowskich Nizinach. Cały wypad został dokładnie zaplanowany. Młodzi bojownicy wkroczyli do mieszkania, w chwili gdy funkcjonariusz leżał w łóżku. Kompletnie zaskoczony bez wahania oddał mierzącym doń mężczyznom pas z pistoletem. Zanim rozeszła się wiadomość o zajściu, jego uczestnicy byli już w swoich domach. Podobnych wypraw było więcej, a mimo to działalność organizacji udało się utrzymać w tajemnicy. Nawet najbliższe rodziny jej członków nie znały prawdy.

– Podejrzewam, że ojciec wielu rzeczy się domyślał – mówi K. Gawroński – Powiedział do mnie kiedyś „To wszystko źle się skończy. Co wy chcecie osiągnąć? Na co się porywacie?” Nikt jednak w domu nie wiedział, że jestem zaprzysiężony.

Aby podreperować budżet organizacji, jej członkowie zaplanowali zasadzkę na kasjera Gminnej Spółdzielni w Koniemłotach. Czekali na niego prawie całą noc, wiedzieli, że rankiem niósł będzie pieniądze do skupu żywca. Próba zdobycia teczki z banknotami powiodła się, lecz  tym razem wieść o napadzie szybko dotarła na milicję. Rozpoczął się pościg. Uciekinierom udało się dobrnąć do Lasów Rytwianskich. Pogoń była jednak coraz bliżej. Padły pierwsze strzały. Wówczas Kazimierz Gawroński oddał serię ze stena w kierunku ścigających. Szpaler milicji nie odważył się zapuścić głębiej w gęstwinę drzew. Gimnazjalistom i tym razem udało się uniknąć schwytania, a może nawet śmierci.

Zbrodnia

– Nie liczyliśmy na to, że uda nam się poderwać całą Polskę, ale wtedy dość powszechna była nadzieja, że wcześniej czy później rozpocznie się otwarta walka z narzuconymi nam siłą porządkami. Chcieliśmy być na to przygotowani – tłumaczy K. Gawroński – Ważne było też by przekazywać ludziom prawdę, by udowodnić, że tej bezwzględnej stalinowskiej machnie można się przeciwstawić.

W pobliżu jezior Golejowskich Młode Wojsko Polskie urządzało szkolenia w obchodzeniu się z bronią. Nikt nie miał w tym dostatecznie dużej wprawy. Obsługi zdobytych karabinów uczono się najczęściej z podręczników i specjalnych broszurek instruktażowych.

Po jednym z takich szkoleń doszło do tragedii. Prawdopodobnie podczas kłótni, komendant organizacji Jerzy Lachowski został zastrzelony przez jednego z kolegów. Jego ciało odnaleziono w lesie po trzech dniach. Rozpoczęło się dochodzenie milicyjne. W jego wyniku funkcjonariusze przetrząsnęli m.in. mieszkanie przyjaciółki zabitego. Tam przechowywane było archiwum organizacji. Bezpieka błyskawicznie przystąpiła do działania. Wkrótce sprawa konspiratorów wypłynęła na światło dzienne i zaczęła zataczać coraz większe kręgi.

Chcieliście zabić Stalina!

Po Kazimierza Kwiatkowskiego UB przyszło o północy. Trafił najpierw do kazamatów bezpieki przy Kościelnej w Staszowie. Byli tam już również inni jego koledzy z organizacji.

– Siedzieliśmy ściśnięci, jeden miedzy kolanami drugiego – opowiada – Tak do rana, a potem zapakowali nas na ciężarówkę i wywieźli do Sandomierza.

Rozpoczęło się długie i żmudne śledztwo. Początkowo zatrzymanym stawiano absurdalnie zupełnie zarzuty jak ten, że zamierzali dokonać zamachu na ojca narodu radzieckiego. Potem ograniczono się jednak do oskarżeń o próbę obalenia ustroju.

Gimnazjalistów przetrzymywano w gmachu dzisiejszego seminarium. Przesłuchania trwały dzień i noc.

– Po kilku dniach takiego maratonu człowiek czuje się tak wyczerpany, że może przyznać się do wszystkiego – mówi K. Kwiatkowski – Dowody zresztą mieli mocne, nie było sensu iść w zaparte.

Kazimierz Gawroński pamięta stosowane przez ubeków metody zmierzające do upodlenia, czy ogłupienia więźnia.

– Śledczy kazał mi np. wejść na stół – opowiada – nie sposób było się przeciwstawić, nie wiedziałem zresztą o co mu chodziło. W pewnym momencie otwierały się drzwi, zjawił się drugi funkcjonariusz i drwiąco pytał: A ten sku...n co wyprawia? Po co tam wlazł? Wszystko było oczywiście celowo ukartowane, po to by pognębić aresztanta. Już łatwiej było znieść siedzenie na odwróconym stołku. Do tego można było po pewnym czasie jako tako przywyknąć.

Za kratami znalazła się większość członków organizacji. Zenobiusz Miśkiewicz w chwili aresztowania był już kadetem szkoły lotniczej w Dęblinie. Wybuchła ogromna afera. Próbowano dociec jakim cudem do prestiżowej uczelni przyjęto kogoś z taką przeszłością – wroga Polski Ludowej. W mundurze odstawiono do aresztu także Jerzego Łokcia, który zdążył już wcześniej zostać wcielony do wojska.

Bez pobłażania

Staszowscy konspiratorzy stanęli przed sądem wojskowym. Rozprawy odbywały się w Sandomierzu, na tzw. sesjach wyjazdowych. Kazimierz Gawroński dostał 12 lat. To był jeden z najwyższych wyroków. Innych potraktowano bardziej ulgowo, ale więzienie nie ominęło bodaj nikogo.

K. Kwiatkowski pieczołowicie przechowuje kopię swojego wyroku. Skazano go na sześć lat więzienia. Składowi sędziowskiemu przewodniczył ppor. Tadeusz Piasecki. Podobnie jak większość kolegów trafił najpierw do Rawicza, później przeniesiono go do Jelcza, gdzie jako więzień pracował w tamtejszych Zakładach Samochodowych. Odsiedział cztery lata, wyszedł na wolność w wyniku amnestii. Jest przekonany, że jego sprawa zaważyła na losie całej rodziny.

– Brat w chwili mojego uwięzienia odbywał służbę wojskową – opowiada -  Skierowali go najpierw do robót melioracyjnych na Żuławach, a potem do kopalni. To była najcięższa harówka. Przez to zapadł na zdrowiu.

Bezpieka nie zostawiła w spokoju również nauczycieli staszowskiego Gimnazjum. Pozwolono im pracować jedynie do zakończenia roku szkolnego. Potem przeniesiono ich do innych miejscowości. Władzom bardzo zależało by wiadomości o „Młodym Wojsku Polskim” wyciszyć na tyle na ile było to możliwe.

Najgorsze były pluskwy

Kazimierz Gawroński spędził w więzieniu 7 lat. Nawet po październikowej odwilży jemu nie skrócono wyroku, mimo, że większość kolegów była już na wolności. Rozpoczął głodówkę. Regulamin przewidywał, że po siedmiu dniach takiego więźnia należy zacząć karmić na siłę, przez rurkę.

– Trzymali mnie chyba w ośmiu – wspomina – Ktoś kto nie przeżył czegoś takiego, nie jest w stanie sobie wyobrazić jaka to męka. Nie było mowy o ostrożności. Rurkę wpychają na siłę, człowiek jest cały pokrwawiony.

Głodowy protest odniósł jednak pewien skutek. Po miesiącu więzień powiadomiony został, że wychodzi do domu. Później okazało się, że to  nie zwolnienie, lecz tylko swego rodzaju przepustka dla podratowania zdrowia. Najważniejsze było jednak by opuścić mury zakładu karnego.

Więzienie w Rawiczu było bardzo ciężkie. W jednoosobowych celach siedziało nieraz po 12 osób. Zamiast okna w ścianie znajdował się jedynie przepuszczający niewiele światła otwór. Najgorzej było latem. Upał w ciasnej klitce, nabitej do granic możliwości stawał się wprost nie do wytrzymania. Więźniowie spali rozebrani, ale wówczas dobierało się do nich robactwo.

– Pluskwy były prawdziwym utrapieniem, szczególnie dla tych, którzy źle znosili ukąszenia – mówi K. Gawroński – Strażnicy dawali nam co jakiś czas specjalny proszek, którym kazali zsypywać sienniki. To miało rzekomo odstraszać insekty, ale nie działało zupełnie, bo nawet po kilku godzinach kontaktu z takim proszkiem  robak był dalej żwawy i dokuczliwy.

Proszek wędrował więc do kibla, ale i to trzeba było robić z rozwagą i stopniowo. Takie praktyki mogły zostać uznane za szkodnictwo, a za to dawali wtedy dodatkowy paragraf.

– Spacery należały do rzadkości – tłumaczy Kazimierz Kwiatkowski – Nieczęsto również nadarzała się okazja widzenia z rodziną. Jeśli do niego doszło cała rozmowa trwała ok. 5 minut. Przysłuchiwali się jej bacznie strażnicy, którzy w każdej chwili mogli przerwać konwersację. Bywało więc, że krewny jechał ponad 300 kilometrów do więzienia, po to by przez chwilę tylko spotkać się z uwięzionym.

Potem

Przez cały okres PRL „Młode Wojsko Polskie” było szkalowane i oczerniane. Ci którzy mieli w życiorysie przynależność do organizacji nie raz doświadczali przykrości, nawet po wyjściu z więzienia.

Kazimierz Kwiatkowski przez długi czas nigdzie nie mógł znaleźć pracy i to w ustroju, w którym nie istniało pojęcie bezrobocia. K. Gawroński po powrocie do domu zaciągnął się do straży pożarnej. Płacili marnie, ale matka wytłumaczyła, że może dzięki temu anulują resztę wyroku. Istotnie nie trafił już ponownie za kraty.

Dopiero na początku lat 90 tych można było znowu otwarcie mówić o wydarzeniach z przed ponad czterdziestu lat. W 1992 roku członkowie organizacji spotkali się w Staszowie by wspólnie je powspominać. W tym roku mija 60 lat od momentu powołania do istnienia „Młodego Wojska Polskiego”. Podczas ostatniej sesji Rady miejskiej podjęta została uchwała o wmurowaniu w kościele św. Ducha tablicy pamiątkowej poświęconej bohaterskim gimnazjalistom. Już została wykonana. Widnieje na niej m.in. napis „Wolność można odzyskać – młodości nigdy”.

 

[ZT]207521[/ZT]

 

 

 

(rs)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tyna.info.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%