Sen o wielkiej estradzie [TN na kwarantannę]

0

Tekst publikowany jest w ramach Wirtualnej Biblioteki “TN” na kwarantannę. Artykuł pochodzi z 21 grudnia 2017 r. nr 51/52

Powstał jako pierwszy w Tarnobrzegu zespół przyzakładowy z inicjatywy dwóch 16-latków. Po kilku latach działalności stanął u progu wielkiej kariery, a sprzętu, którym dysponował, zazdrościli mu czołowi artyści polskiej estrady.

Dziś trudno odnaleźć ślady działalności zespołu „Talizman”, poza zdjęciami przechowywanymi przez jego członków w domowych archiwach. W internecie nie ma o nim żadnej wzmianki. Jedynie Piotr Duma w „Leksykonie tarnobrzeskiej muzyki” przywołuje historię tej dość popularnej niegdyś grupy. Przed świętami spotkaliśmy się z członkami zespołu, by mogli ją poznać także nasi czytelnicy.

Spotkanie po latach osób zaangażowanych w przygotowanie pierwszej pasterki w serbinowskiej świątyni i nagranie kolęd. Od lewej: Marian Zych, Andrzej Szary, Janusz Żak, Waldemar Wańczyk i Jan Pendlowski. Fot. S. Czachór

Był siedemdziesiąty pierwszy rok. Wtedy poznaliśmy się z Zenkiem (Zenonem Rydzakiem – przyp. red.). On się dowiedział, że ja gram na gitarze, a ja, że on na perkusji. Zaczęliśmy wspólnie grywać. Pierwsze spotkania organizowaliśmy u niego, na ówczesnej ulicy Hanki Sawickiej. Tam, gdzie teraz jest sąd, był jego dom rodzinny. Zenek miał perkusję zrobioną przez ojca. Tylko nie wiem, skąd miał talerze. Raczej stary Rydzak własnoręcznie ich nie wykonał – wspomina ze śmiechem Jan Pendlowski. – Pamiętam którejś zimy po szkole zapakowaliśmy z Zenkiem perkusję na sanki i poszliśmy do mnie. Weszliśmy na strych, podpięliśmy radio do gitary, i tak graliśmy. To była taka domowa wersja gitary akustycznej ze wzmacniaczem. Jako zespół przyzakładowy zaczęliśmy funkcjonować dzięki moim rodzicom, którzy znali się z panem Budzińskim, kaowcem Fabryki Wtryskarek w Mokrzyszowie.

PRZEZ POLSKĘ PO PAŁECZKI

W Zakładowym Domu Kultury Fabryki Wtryskarek był sprzęt, więc mieli na czym ćwiczyć. Tyle że sprzęt był w opłakanym stanie. W miarę możliwości młodzi muzycy starali się go reanimować. Czasem udało się „złowić” coś lepszego, ale to oznaczało wielogodzinne stanie w kolejkach, a niekiedy wyjazdy na drugi koniec Polski.

Pamiętam jedną taką wyprawę do Łodzi po wzmacniacz i kolumny. Pojechaliśmy z panem Budzińskim pociągiem. Całą noc czekaliśmy pod sklepem. W drodze powrotnej w pociągu było ciasno, więc zapakowaliśmy nasze nowe kolumny do toalety i tak dojechały do Tarnobrzega – kontynuuje opowieść J. Pendlowski. – Innym razem wybraliśmy się do Łodzi po pałeczki do perkusji dla Zenka. Zdobyliśmy adres człowieka, który robił perkusje. Dotarliśmy na miejsce. Otworzyła nam jakaś staruszka. Mówimy, że chcemy kupić trzy, cztery pary pałeczek, a ona na to: „Mogę sprzedać tylko dwie sztuki”. Tyle kilometrów jechaliśmy po dwie pałeczki.

Jako kolejny do zespołu dołączył basista Stanisław Obuchowski, pomysłodawca nazwy „Talizman”. On z kolei wciągnął do kapeli grającego na instrumentach klawiszowych Janusza Żaka.

Poznałem Staszka w Turbi. Zapisał się na szkolenie szybowcowe. Ja już wtedy latałem. Któregoś razu przyszedł do mnie po jakieś książki lotnicze i zobaczył, że mam w domu pianino. Zacząłem coś tam plumkać, chyba poloneza Ogińskiego, a Staszek zapytał, czy nie chciałbym grać w zespole. „Ale ja tylko tego poloneza umiem zagrać” – odpowiedziałem. A on na to: „Spokojnie, coś wymyślimy”. Tak trafiłem do Zakładowego Domu Kultury Fabryki Wtryskarek – opowiada Janusz Żak.

Pierwszy instrument dla klawiszowca zespołu „Talizman” został kupiony w… Domu Handlowym. Okazało się jednak, że są to zwykłe zabawkowe organki. Nie dało się na nich grać akordów, a jedynie pojedyncze dźwięki. Kiedy zespół dysponował już prawdziwymi instrumentami i ustalił się jego czteroosobowy skład (J. Pendlowski, Z. Rydzak, J. Żak, S. Obuchowski), nadano mu nazwę.

A potem były intensywne próby, występy na akademiach i różnych „leciach”. Aż przyszedł czas na poważne koncerty. Zadebiutowali wiosną 1974 r. podczas XIV Ogólnopolskiego Konkursu Piosenki Radzieckiej.  W tym samym roku do zespołu dołączyła wokalistka Emilia Rydzak, siostra perkusisty.

W świetlicy zakładowej regularnie organizowano dyskoteki. Młodzi z całego miasta schodzili się na zabawy, na których grał „Talizman”. Zespół zyskiwał coraz większą popularność. – Na pierwszej dyskotece frekwencja była słaba, ale potem było coraz lepiej. Emkaesy, którymi można było dojechać na dworzec PKP, czyli w pobliże zakładu, w dni, kiedy odbywały się dyskoteki, były przepełnione – wspomina J. Pendlowski.

BIGBITOWE MSZE

W 1973 r. „Talizman” zaczął wprowadzać do swojej muzyki treści religijne. Wtedy na jednej z prób w Fabryce Wtryskarek pojawił się kleryk Zbigniew Huk. To on namówił młodych muzyków do zagrania podczas mszy świętej w kościele Dominikanów. Pierwszy występ wywołał mieszane emocje. Samo wejście do kościoła z gitarami było czymś bardzo niecodziennym, a fakt, że podczas mszy grał zespół zakładowy, wielu osobom się nie podobał. Do przeora trafiły skargi.

Ojciec Huk powiedział wtedy przeorowi, że msza o godzinie 9, na której graliśmy, to jest teleekspres, a osobowy odchodzi o 11. Dał tym samym do zrozumienia, że wystarczy, żeby babcie nie przychodziły na mszę dla młodzieży, i skarg nie będzie – opowiada J. Żak. Zespół zaczął gościć na mszach w klasztorze i innych okolicznych kościołach. Przez kilka kolejnych lat grał pasterki rockowe w kościele Dominikanów.

W czasie, kiedy budowano kościół serbinowski, ze strony chłopaków z „Talizmanu” pojawiła się inicjatywa, żeby przygotować oprawę muzyczną pierwszej pasterki odprawionej w tej świątyni – opowiada Waldemar Wańczyk z zespołu „Horyzont”, który wspólnie z „Talizmanem” zaangażował się w przygotowanie wigilijnego nabożeństwa.

Mając niewiele materiału, na którym mogliśmy się wzorować, zabraliśmy się do pracy. Naszą inspiracją była nagrana przez zespół „Czerwono-Czarni” msza beatowa „Pan przyjacielem moim”, którą w latach sześćdziesiątych skomponowała Katarzyna Gärtner – mówi Stanisław Obuchowski.

Grupa utrwaliła całe przedsięwzięcie na taśmie magnetofonowej w pseudostudyjnych warunkach. – Brat Janusza Żaka, Krzysiu, odpowiadał za nagłośnienie. Udało nam się nagrać dwanaście utworów w całkiem dobrej, jak na tamte czasy, jakości. Próby w Domu Kultury Fabryki Wtryskarek odbywały się wieczorową porą, żeby w tle było jak najmniej dźwięków. Wytłumiającą rolę pełniły zasłonięte kotary – kontynuuje W. Wańczyk.

Nie było wtedy możliwości montowania utworów. Trzeba było daną piosenkę zagrać poprawnie od początku do końca – mówi J. Pendlowski. – Pamiętam taką sytuację: nagrywamy, już koniec utworu, nagle kotary się rozsuwają, pojawia się twarz sprzątaczki i słyszymy głos: „A co tam robicie?”. No i po nagraniu.

TARYFĄ NA MATURĘ

Pod koniec lat 70. „Talizman”, jako zespół towarzyszący, w studiu Radia Rzeszów nagrał piosenki harcerskie wspólnie z córką dyrektora szkoły muzycznej Jana Kowalskiego. Przy okazji zarejestrował też autorską aranżację lasowiackiego utworu „Dzikowiak”. „Talizman” wyróżniał się spośród podobnych młodzieżowych zespołów właśnie tym, że zaczął tworzyć własną muzykę. Dzięki temu był zauważany na różnego rodzaju przeglądach i festiwalach. No i zaczął odnosić sukcesy. Jednym z nich była główna nagroda podczas Ogólnopolskiego Przeglądu „Piękno Bieszczadów w piosence” w 1976 r.

Nasza piosenka „Bieszczady” zdobyła tam pierwsze miejsce – mówi J. Żak. – Z tym festiwalem wiąże się zabawna anegdota. Wtedy na perkusji grał z nami Bogdan Winiarski, a Zenek tylko śpiewał. W niedzielę był koncert laureatów, a Boguś w poniedziałek zdawał maturę. Impreza skończyła się o 22, a my nie mieliśmy jak wrócić. Kierowca po nas nie przyjechał, bo popsuła się zakładowa nysa. Niewiele myśląc, za pieniądze, które dostaliśmy w nagrodę za pierwsze miejsce, wynajęliśmy dwie taksówki z Sanoka do Tarnobrzega.

Od początku muzycy ćwiczyli bez instruktora. Zmieniło się to w 1979 r., kiedy pod swoje skrzydła wziął ich Piotr Furtas z Wojewódzkiego Domu Kultury. Zaproponował on WDK i Fabryce Wtryskarek, że poprowadzi zespół, pod warunkiem, że zostanie on wyposażony w odpowiedni sprzęt. Od tego momentu „Talizman” miał dwóch „mecenasów”. Dzięki temu oraz nagrodom zdobywanym na kolejnych konkursach zyskał sprzęt, którego nawet zawodowi muzycy, jak „Oddział Zamknięty” czy zaczynający wtedy swoją wielką karierę zespół „Bajm”, mogli mu tylko pozazdrościć.

Jesienią 1979 r. do zespołu dołączyła Hanna Dorabialska – wokalistka, która w tym samym roku na Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu otrzymała nagrodę za debiut. Swoim talentem dodatkowo podniosła poziom artystyczny zespołu. W 1980 r. pojawiła się realna szansa na wielką karierę.

Awansowaliśmy na festiwal w Toruniu. A mnie niedługo przed nim wzięli do wojska. Powiedziałem, że wystąpię, ale jak będę miał cywilne ubranie. Był jeszcze jeden problem: włosy, a raczej ich brak. Nie mogłem przecież grać w zespole rockowym ogolony na łyso – wspomina J. Żak. – Dołączyłem do chłopaków w Toruniu. Towarzyszył mi żołnierz z giwerą, bo byłem przed przysięgą. Na scenę wyszedłem w peruce. Moi rodzice, którzy oglądali w telewizji program muzyczny „Camerata”, gdzie pokazane były fragmenty festiwalu, po prostu mnie nie poznali.

To właśnie zasadnicza służba wojskowa miała decydujący wpływ na częste zmiany składu zespołu „Talizman”. Kiedy Jan Pendlowski został powołany do wojska, jego miejsce zajął również śpiewający gitarzysta Andrzej Szary. Z kolei gdy służbę wojskową odbywał Stanisław Obuchowski, basistą „Talizmanu” został Marian Zych.

Z LORĄ SZAFRAN

Na IV Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki Młodzieżowej „Toruń ’80” „Talizman” otrzymał jedną z dziesięciu równorzędnych nagród – awansował do tzw. złotej dziesiątki, która miała wystąpić na festiwalu w Opolu w dniu debiutów. W tym samym konkursie nagrodzeni zostali znany dziś aktor Zbigniew Zamachowski i uznawana za jedną z najwybitniejszych polskich wokalistek jazzowych Lora Szafran. Tą samą drogą rok wcześniej do Opola dostali się „Bajm” i Majka Jeżowska.

Festiwalowe plany „Talizmanu” pokrzyżowało wprowadzenie stanu wojennego. Na pocieszenie zespół został wytypowany do reprezentowania Polski podczas XI Międzynarodowego Festiwalu Pieśni Politycznej w Berlinie. Tarnobrzescy muzycy wystąpili tam wśród 46 formacji z całego świata jako jedyni reprezentanci naszego kraju. Publiczność przyjęła ich bardzo ciepło, a tamtejsza prasa pisała o nich w samych superlatywach. Pokłosiem rosnącej popularności „Talizmanu” było zaproszenie go na kilkanaście koncertów do Moskwy i Leningradu.

Opiekun muzyczny zespołu Piotr Furtas postanowił zmienić jego styl, wprowadzając brzmienie charakterystyczne dla country. Członkowie zespołu nie do końca czuli „te klimaty”. Być może miało to wpływ na fakt, że kariera zespołu się nie rozwinęła. Decydującym czynnikiem, który ją zatrzymał, było jednak to, że na początku lat 80. „Talizman” nie uzyskał obowiązującej wówczas tzw. weryfikacji artystów estradowych. Warunkiem jej otrzymania było zorganizowanie trasy koncertowej, obejmującej co najmniej dziesięć koncertów. To z kolei wiązało się ze sporymi środkami finansowymi. Sprawa upadła, a wraz z nią marzenia o wielkiej estradzie. „Talizman” nie zniknął co prawda z lokalnego kalendarza imprez, ale zrezygnował z uczestnictwa w przeglądach i festiwalach.

Istniejący w sumie 35 lat zespół nie doczekał się swojej płyty, ale w czasach, kiedy miał swoje pięć minut, mogli sobie na to pozwolić jedynie „wielcy” muzycy. Jego dorobek został amatorsko utrwalony i przechowywany jest w archiwach członków grupy. Kolęd nagranych podczas tworzenia mszy beatowej na pasterkę w 1985 r. można posłuchać na kanale YouTube „Tygodnika Nadwiślańskiego” – kliknij tutaj.

STELLA BOJCZUK-CZACHÓR

Share.

Comments are closed.