Zamknij

Dodaj komentarz

Jak nie zbankrutować na feriach? Arkadiusz Błasiak z Toro Ubezpieczenia Team gościem PODCASTU „Bezpieczne ferie” [WIDEO]

Kampania informacyjna 11:29, 12.02.2026 Aktualizacja: 09:09, 13.02.2026
Skomentuj Jak nie zbankrutować na feriach? Arkadiusz Błasiak podpowiada [PODCAST]

W Polsce helikopter TOPR przyleci za darmo, ale na Słowacji za taką akcję zapłacimy fortunę. O tym, dlaczego polisa za 5 złotych może uratować domowy budżet, czy ubezpieczyciel zapłaci za leczenie po alkoholu i dlaczego warto mieć "OC w życiu prywatnym", rozmawiamy z Arkadiuszem Błasiakiem z TORO Ubezpieczenia Team. Poniżej możecie obejrzeć rozmowę, a także przeczytać jej skrócony zapis. 

 

– Z jakimi zdarzeniami najczęściej spotykacie się jako ubezpieczyciele w okresie ferii zimowych?

– Mamy zimę – mamy oblodzone stoki i chodniki. Bardzo dużo jest w związku z tym skręceń i złamań, czyli zdarzeń uszczerbkowych. Jest to nasilone w czasie ferii, bo na nartach jeżdżą wtedy całe rodziny. Zdarzają się też poważniejsze wypadki wynikające z brawury. Pamiętajmy o jednej rzeczy: ubezpieczenia nie kupujemy po to, żeby zarabiać, tylko po to, żeby chroniło nasz portfel, gdyby coś się stało. W skali roku notujemy ponad dwa tysiące takich zdarzeń. Są to różne sytuacje i różne ludzkie tragedie.

– Wspomniał Pan o portfelu. Czy gdy wyjeżdżamy na narty za granicę, standardowe ubezpieczenie wystarczy?

– Musimy podzielić wyjazdy na te w Polsce i za granicę. Wychodząc w polskie góry, ratownictwo mamy zapewnione. Mamy nasz TOPR i GOPR, który wyśle helikopter czy ratowników i my mamy to za darmo. Ale już jadąc na Słowację czy w Alpy – musimy mieć polisę. Tam koszty akcji ratunkowych, zaangażowania helikoptera i karetek, są ogromne. Ceny takich wczasów oscylują częstow w granicach kilku tysięcy złotych. Tymczasem ubezpieczenie na jeden dzień w Europie to koszt rzędu 5-6 złotych za osobę. To są żadne kwoty, a warto się zabezpieczyć.

– Na co konkretnie zwrócić uwagę, kupując taką polisę?

– Przede wszystkim na odpowiednią sumę ubezpieczenia kosztów leczenia. Druga rzecz to Assistance. Służy on temu, żeby w razie wypadku przetransportować nas do kraju. Bez polisy te koszty pokrywamy sami. Kolejna bardzo ważna rzecz to OC w życiu prywatnym. Chroni nas ono przed szkodami wyrządzonymi osobom trzecim. Warto też mieć NNW, czyli ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków – wtedy towarzystwo wypłaci nam pieniądze za złamanie czy skręcenie.

– A co jeśli planujemy jazdę na nartach poza wyznaczonymi trasami?

– Towarzystwa patrzą na to inaczej. Są stoki oznaczone, na których jeździmy wszyscy, ale są też osoby, które jeżdżą w trudnych warunkach, poza trasami. Ubezpieczyciel zapyta: czy będziesz uprawiał sport wyczynowo? Wtedy naszą polisę trzeba rozszerzyć, bo w przeciwnym razie, gdyby coś się stało, towarzystwo odmówi wypłaty. I nie ma tu mowy o „małym druczku” czy haczykach – to są jasne zapisy w ogólnych warunkach ubezpieczenia.

– Poruszmy temat tabu: alkohol na stoku. Czy po wypiciu grzańca polisa przestaje działać?

– Dorośli na wyjazdach się odstresowują, to naturalne. Polisy też o tym mówią. Obecnie często jest tak, że nawet jeśli jesteśmy pod wpływem alkoholu, polisa zadziała w zakresie kosztów leczenia czy NNW.

Ale uwaga – przy OC w życiu prywatnym są pewne limity. Może się okazać, że jeśli będąc pod wpływem alkoholu wjedziemy w narciarza i zrobimy mu krzywdę, towarzystwo powie: „Przykro mi, przekroczył pan dozwoloną dawkę, ubezpieczenie nie zadziała”. I wtedy płacimy z własnej kieszeni.

– Co w sytuacji, gdy zawiedzie wypożyczony sprzęt i przez to dojdzie do wypadku?

– Jeśli udowodnimy, że dostaliśmy wadliwy sprzęt, który był bezpośrednią przyczyną wypadku, to wina leży po stronie wypożyczalni. Możemy wtedy wystąpić o odszkodowanie z ich polisy OC. Każda wypożyczalnia, tak jak każdy właściciel stoku, powinna mieć takie ubezpieczenie.

– Dziś polisę można kupić w kilka minut przez internet. Czy warto jednak iść do agenta?

– Mamy XXI wiek, wiek internetu. Można kupić polisę samemu, ale problem pojawia się, gdy coś się stanie, a my tak naprawdę nie wiemy, co kupiliśmy. Często przy zakupie online zaznaczane są złe ryzyka albo pomijane ważne opcje. Agent zrobi to szybciej i lepiej, bo wie, o co zapytać. Zwróci uwagę na wyłączenia i doradzi, kiedy polisa zadziała, a kiedy nie. My przyjęliśmy filozofię, że jeśli możemy pomóc, to pomagamy – nawet jeśli ktoś kupił polisę gdzie indziej, a teraz ma problem ze szkodą.

(Kampania informacyjna)
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tyna.info.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%