Sądowe wątki siarkowej hossy - Tygodnik Nadwiślański
środa, 26 stycznia
reklama

Sądowe wątki siarkowej hossy

0

Rozprawa się odbyła, zapadł wyrok, ale wątpliwości pozostały. Tak najkrócej spuentować można konflikt między trzema byłymi pracownikami a ich pracodawcą, czyli Zarządem Kopalni i Zakładów Chemicznych Siarki „Siarkopol” w Grzybowie. Oczywiście poszło o pieniądze, których –  zdaniem  trzech  byłych  pracowników  – mimo  obowiązującego  porozumienia o wzroście płac, pracodawca im nie wypłacił. Zresztą nie tylko im, ale wszystkim, którzy 1 września 2008 r. pracowali w KiZCHS „Siarkopol” w Grzybowie.

     A skoro sprawa trafiła  do  sądu,  oczywistym  jest,  że  w  grę weszła różnica zdań. Zdarzenie  miało  miejsce  w  2008  r., a wszystkiemu winna (?) hossa na siarkowym rynku. Biorąc pod uwagę wysokie ceny siarki, działające w zakładzie związki zawodowe – NSZZ „Solidarność”, NSZZ Pracowników Górnictwa  i  Przetwórstwa  Siarki,  Związek Pracowników Ruchu Ciągłego oraz Międzyzakładowy Kadrowy Związek Zawodowy – doszły do wniosku, że z tej dobrej koniunktury powinni skorzystać także pracownicy i wystąpili do Zarządu Spółki o podwyżkę wynagrodzeń.

    Jako podstawę takiego wniosku podali ustawę z 1994 r. o negocjacyjnej formie ustalania podwyżek wynagrodzeń, która pozwalała na to w przypadku poprawy kondycji firmy. Negocjacje trwały dwa miesiące i zakończyły się porozumieniem podpisanym 20  października  2008  r.  Porozumienie  to przewidywało  podwyższenie  wynagrodzeń o 150 zł miesięcznie w okresie od września do końca roku.

    Trzej byli pracownicy twierdzą, że pracodawca podwyżki nie wypłacił, chociaż  był  do  tego  zobligowany.  Zwłokę w dochodzeniu roszczeń uzasadniają tym, iż  dopóki  byli  pracownikami  KiZCHS, bali się narażać, a po odejściu z firmy nie mają nic do stracenia. Dla jasności sytuacji powiedzmy,  że  przedmiotem  sporu  były pieniądze w kwocie od 8 do niemal 17 tys. zł. Oczywiście licząc z odsetkami od września 2008 r.

    W pierwszym akcie pracownicy – każdy z osobna – wystąpili do firmy z wezwaniem dobrowolnego uznania roszczenia, a kiedy pracodawca oznajmił, że go nie uznaje, poskarżyli się Sądowi Pracy w Sandomierzu. Sprawy wpływały oddzielnie, ale ponieważ dotyczyły roszczenia z tego samego tytułu, zostały połączone do wspólnego rozstrzygnięcia.

    W odpowiedzi na pozew Zarząd Spółki wniósł o jego oddalenie, argumentując, że porozumienie, wobec sprzeciwu związków zawodowych,  nigdy  nie  weszło  w  życie. Okoliczność tę potwierdzili związkowi przewodniczący w oświadczeniu podpisanym 8 kwietnia 2013 r. Wobec  tak  diametralnej  różnicy  zdań, sąd wyznaczył termin posiedzenia. (…)

Jan Adam Borzęcki

Więcej w papierowym wydaniu „TN”.

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.