Najlepsze podróże zaczynają się od tonu, nie od mapy. Zanim otworzysz wyszukiwarkę, nazwij nastrój: cisza, ruch, światło, muzyka, smak. Gdy celujesz w ciszę, od razu odrzucasz nadmiar bodźców i wybierasz miejsca, w których można zostać dłużej niż pięć minut. Kiedy potrzebujesz ruchu, układasz dzień jak falę: intensywnie, ale z momentami oddechu, żeby energia nie spaliła się po godzinie. Jeśli chcesz światła, planujesz tak, by złapać poranek i późne popołudnie, kiedy przestrzeń sama się układa. Muzyka to rytm, więc przyjmujesz miasto w tempie jego ulic, nie na odwrót. Smak porządkuje kroki: od targu do małej kuchni, od piekarni do stołu, na którym wszystko zwalnia. Ten wstępny wybór jest jak klucz do reszty: filtruje atrakcje, prostuje trasę, ucisza przypadek.