Tarnobrzeska gastronomia wstrzymuje się z otwarciem lokali do końca stycznia - Tygodnik Nadwiślański
środa, 1 grudnia
kondolencje
reklama

Tarnobrzeska gastronomia wstrzymuje się z otwarciem lokali do końca stycznia

6

Tarnobrzeskie puby, bary i inne lokale gastronomiczne skupione w Stowarzyszeniu Gastro Tarnobrzeg pozostaną zamknięte, przynajmniej do 31 stycznia. Właściciele lokali nie zdecydowali się na złamanie obowiązujących restrykcji sanitarnych, choć jak mówią, ich sytuacja jest krytyczna.

Gdy w Polsce rozpoczęły się akcje łamania obostrzeń i otwierania lokali gastronomicznych, tarnobrzescy właściciele lokali rozważali przyłączenie się do strajku przedsiębiorców. Ostatecznie wstrzymali się z tym, choć głośno mówią, że są w sytuacji bez wyjścia.

– Żadne badania nie potwierdzają tego, że działalność lokali gastronomicznych jest obarczona większym ryzykiem niż np. marketów. Tymczasem nas się zamknęło, a tam chodzą tysiące ludzi. Dla gastronomii to jest śmierć, ludzie nie mają już z czego dopłacać do biznesu. Mogę mówić o tym, co mamy w Tarnobrzegu. Tu chodzi nie tylko o właścicieli lokali, ale przede wszystkim o naszych pracowników. Lokale zrzeszone w Gastro Tarnobrzeg zatrudniają około 100 osób. Ci ludzie mają rodziny, utrzymują je. Walczymy także o nich – mówi Michał Szczytyński, członek zarządu Stowarzyszenia Gastro Tarnobrzeg.

Przedsiębiorcy z branży gastronomicznej działającej w Tarnobrzegu zgodnie mówią, że rządowa pomoc, szumnie ogłaszana jako kolejne „Tarcze”, to iluzja.

– Wymogi są tak skonstruowane, że pomoc jaka rzeczywiście trafia do przedsiębiorców jest minimalna. Jest też wiele młodych firm, które nie mogą liczyć na żadne wsparcie. Oni zostali z kredytami, podatkami, ZUS-ami. Co miesiąc muszą wybierać, co opłacić – mówi M. Szczytyński.

Tarnobrzeska branża gastronomiczna liczy na pomoc miasta. Stowarzyszenie planuje spotkanie z prezydentem Tarnobrzega. Właściciele lokali wiedzą jednak, że samorząd ma minimalne możliwości by poprawić ich sytuację.

– Chcemy, by za te miesiące, kiedy pozostajemy zamknięci, zwolniono nas z obowiązku płacenia składek ZUS. Liczymy też na bardziej elastyczne potraktowanie „wymogów” jakie trzeba spełnić, by otrzymać pomoc. Ale kluczową sprawą dla nas jest otwarcie lokali. Cały czas funkcjonujemy w reżimie sanitarnym, jesteśmy kontrolowani. Nie będzie dla nas problemem takie zorganizowanie działalności, by do maksimum zmniejszyć ryzyko. Niech to będzie 50 procent miejsc w lokalu, nawet 25 procent, ale jeżeli nie zaczniemy normalnie funkcjonować, dla wielu będzie to oznaczało koniec – mówi M. Szczytyński.

Mimo tego, że sytuacja jest krytyczna, tarnobrzeska gastronomia nie zdecydowała się na uruchomienie lokali już teraz. Jak mówią właściciele firm, nie chcą iść na konfrontację, poza tym, są zastraszani pozbawieniem nawet tej minimalnej pomocy jaką dostają i karami nakładanymi przez policję i sanepid.

– Nie chcemy eskalować konfliktu. Czekamy do końca stycznia na decyzje rządowe. Jeżeli lockdown zostanie utrzymany, przynajmniej część tarnobrzeskich lokali przyłączy się do Strajku Przedsiębiorców i zostanie otwarta. Ci, którzy się na to nie zdecydują, będą ich wspierać – mówi M. Szczytyński.

Udostępnij

6 komentarzy

  1. No trochę pojechali po bandzie, podpierając się fakt dziurawą tarczą,ale zawsze tak jest że można na czymś ugrać to się człowiek pręży i opowiada jaki pokrzywdzony i biedny,ja do tego ręki nie przyłożę,wolę sam sobie ugotować i zaprosić znajomych do domu