Tarnobrzeg: wiadomości, informacje - Tygodnik Nadwiślański

Zamknij

Dodaj komentarz

Sam cesarz przysłał im wyjątkowy dar. Niezwykła historia kawalerzystów z Trześni

Rafał Staszewski Rafał Staszewski 07:04, 04.04.2026 Aktualizacja: 08:05, 06.04.2026
Skomentuj Sam cesarz przysłał im wyjątkowy dar. Niezwykła historia kawalerzystów z Trześni Sztandar kawalerzystów z Trześni. Fot. R. Staszewski

To był dopiero widok! Ponad dwustu jednakowo ubranych jeźdźców, na odświętnie przystrojonych koniach, towarzyszyło biskupom odwiedzającym małą wiejską  parafię. Barwny orszak ciągnął się w nieskończoność. Po raz ostatni kawalerzyści z Trześni zaprezentowali się w 1974 roku. Po ponad trzydziestu latach, dotarliśmy do ludzi, którzy byli członkami sławnego szwadronu.

Gdyby głęboko sięgnąć do historii, okazuję się, że udokumentowane źródłowo tradycje kawaleryjskie w podsandomierskiej Trześni, mają swój początek w czasach wojen napoleońskich. Wiosną 1809 roku do wioski zawitał sam książę Józef Poniatowski, który dokonał tu uzupełnienia swoich oddziałów, przerzedzonych nieco w bitwie pod Raszynem. Podobno tu właśnie zaciągnął się do wojska, jako oficer hrabia Aleksander Fredro.

Nieco więcej informacji na temat wywodzących się rodem stąd zbrojnych jeźdźców, pochodzi z okresu walk powstania styczniowego. Magnacka familia Tarnowskich zorganizowała na tym terenie oddział zwany złotą legią, z racji tego, że należało doń wiele młodzieży z najznakomitszych domów. W jego szeregach znaleźli się również mieszkańcy Trześni: Tadeusz Motyka, Jan Walczyna i Jakub Sobowiec.

Licząca 425 żołnierzy „złota legia”, została rozgromiona w bitwie z Rosjanami pod Komorowem, w której poległ miedzy innymi 22 letni wówczas hrabia Juliusz Tarnowski. O szczegółach krwawego starcia można przeczytać w „Pamiętnikach włościanina Jana Słomki”. Z pola boju cudem uszedł z życiem, raniony przez Kozaków Jakub Sobowiec.

To właśnie najprawdopodobniej tuż po upadku powstania, dawni żołnierze asystowali po raz pierwszy, jako swego rodzaju honorowa gwardia, biskupom przyjeżdżającym do Trześni.

W roku 1907 stanowisko komendanta miejscowej straży pożarnej objął Michał Ciba. Jest to postać, której warto poświęcić nieco więcej miejsca. Tenże przyszły komendant, w trakcie odbywania zasadniczej służby wojskowej, trafił do cesarskiej orkiestry w Wiedniu. Kiedy wrócił w rodzinne strony, postanowił stworzyć własną formację muzyków. Największy problem stanowiło zdobycie instrumentów. Ciba zdecydował się wówczas na krok bardzo śmiały, choć nie rokujący wielkich nadziei powodzenia. Napisał list do monarchy Austro-Węgier, w którym przypomniał swoją dawną służbę i zwrócił się jednocześnie z prośbą o przysłanie mu starych, wyeksploatowanych instrumentów, które nie mogły być już przydatne cesarsko-królewskim wirtuozom. I stała się rzecz niezwykła. Cesarz dowiedziawszy się o treści pisma, spełnił prośbę komendanta, wysłał instrumenty, kazawszy je uprzednio poddać gruntownej konserwacji.

W orkiestrze strażackiej z Trześni grali głównie kilkunastoletni chłopcy, miedzy innymi Walerian Guźla, którego wspomnienia pozwoliły dokładnie odtworzyć tę historię.

Michał Ciba, oprócz szkolenia muzycznego i strażackiego, zapewnił swoim podkomendnym także zajęcia wojskowo-oświatowe, w ramach utworzonego akurat niedawno Związku Strzeleckiego, paramilitarnej organizacji, na czele której stał Józef Piłsudski. Te zajęcia prowadził młody feldfebel Wincenty Sobowiec.

Po wybuchu I wojny światowej Ciba i Sobowiec poprowadzili swoje oddziały do Krakowa, gdzie połączyły się one z Legionami i brały udział w wielu walkach i potyczkach. Losy Michała i Wincentego ułożyły się podobnie. Obaj przeżyli wojnę, lecz przyszło im zginąć niedługo potem, w obronie Lwowa. Ciba poległ na Kresach. Sobowcowi udało się wprawdzie wrócić do domu, ale zmarł niebawem na skutek odniesionych ran.

Jeszcze przed I wojną światową, musztrowani w Związku Strzeleckim młodzi jeźdźcy z Trześni, wyjeżdżali częstokroć na powitanie biskupa. Był to wówczas mały, kilkunastoosobowy oddział. Ta tradycja miała się jednak upowszechnić i znacznie rozwinąć w następnych latach.

Proboszczem miejscowej parafii zaraz po odparciu nawały bolszewickiej, został niejaki ksiądz Pecherek, dawny żołnierz, który dosłużył się nawet stopnia pułkownika. Znał osobiście nie tylko naczelnika państwa, ale także Rydza-Śmigłego i wielu innych wojskowych notabli tamtej epoki. Nowy proboszcz interesował się żywo kawalerzystami i objął pieczę nad ich oddziałem, który stale się rozrastał. Czasy jego świetności zaczęły się po wyzwoleniu spod okupacji hitlerowskiej. Szwadronem Kawalerii Banderyjnej (to oficjalna nazwa oddziału jeźdźców z Trześni) dowodził wówczas Władysław Biernat. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, Biernat służył w 10 Pułku Strzelców Konnych w Łańcucie. Świetnie trzymał się w siodle. Mianowano go niebawem instruktorem jazdy. Począwszy od 1948 roku, dowodził wszystkimi paradami Szwadronu Kawalerii Banderyjnej, aż do chwili, gdy przestał on istnieć. Raz tylko zastąpił go w tej roli Mieczysław Szarama, również dawny żołnierz Pułku Strzelców Konnych.

W 1953 roku przyjechać miał do Trześni biskup Stanisław Jakiel, sufragan przemyski. Na długo przed wyznaczoną datą wizyty Władysław Biernat rozpoczął przygotowywania ze swoimi kawalerzystami.

– On traktował wszystko bardzo poważnie – mówi Stanisław Gałka, jeden z jeźdźców ze szwadronu – Każdy szczegół musiał być dopięty na ostatni guzik. Nasze konie na co dzień pracowały w gospodarstwie. Do udziału w takiej uroczystości trzeba było je wymyć, uczesać i przyozdobić. Nawet kopyta im polerowaliśmy.

Ten przyjazd biskupa miał być szczególny pod kilkoma względami. Przeszło stu pięćdziesięciu kawalerzystów, w jednakowych strojach, z krakowskimi czapkami na głowach stanowiło orszak, gościa z Przemyśla. Szwadron po raz pierwszy wystąpił wówczas ze sztandarem. Wykonały go miejscowe nauczycielki, siostry Wiślickie, według projektu Bronisławy Antończyk. Sztandar przetrwał do dziś. Przechowuje go Zofia Walczyna, wdowa po ostatnim chorążym szwadronu, Adamie Walczynie. Pan Adam pełnił tę zaszczytną funkcję przez wiele lat, a przejął ją od Władysława Sobowca.

Krzywym okiem na całą paradę patrzyły ówczesne władze. Jak mogły starały się przeszkodzić w religijnej manifestacji. Pomysł był prosty. Wiedząc kiedy kawaleria będzie wyruszać na uroczystość, milicja o tej właśnie porze wyznaczyła dowódcy szwadronu wezwanie na posterunek. Władysław Biernat nie stawił się tam jednak. Poprowadził swoich jeźdźców w biskupim orszaku, a dopiero później na czele całej ich kolumny zajechał przed siedzibę MO. Milicjanci byli tak przestraszeni tym widokiem, że zabarykadowali od wewnątrz wejście do budynku. Na szczęście wszystko rozeszło się po kościach. Wyższych instancji w ogóle nie powiadomiono o tym, co się stało.

Parady kawalerzystów nie zawsze wiązały się z przyjazdami biskupów.

– W 1971 roku prowadziliśmy w ten sposób obraz Matki Bożej, który akurat zagościł u nas w parafii – opowiada Stanisław Dul.

Był to bodaj najbardziej okazały wyjazd szwadronu. Ponad 200 jeźdźców uczestniczyło w barwnej procesji.

– Później koni było już coraz mniej, zastępowały je powoli traktory i tradycja zaczęła zanikać – tłumaczy S. Gałka.

Ostatni raz w pełnej krasie kawalerzyści wystąpili w roku 1974. Po śmierci Władysława Biernata nikt nie zdecydował się na kontynuację jego dzieła.

Tekst opublikowany w 2007 roku na łamach "Tygodnika Nadwiślańskiego". 

Fot. Stanisław Gałka, Zofia Walczyna (wdowa po ostatnim chorążym szwadronu) oraz Wincenty Sobowiec pokazują ocalały sztandar kawalerzystów.

::news{"type":"see-also","item":"225547"}

 

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tyna.info.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%