Polemika z „trupem” w tle

6

Prezydent Tarnobrzega NORBERT MASTALERZ (na zdjęciu) zareagował oburzeniem na tytuł naszego tekstu o zgodzie rady miasta na sprzedaż Rejonu Dróg Miejskich – „Kto kupi tego trupa”. Na swoim internetowym blogu napisał, że to „żałosne, szkodliwie i nieodpowiedzialne  krytykanctwo”.  

OD AUTORA:

Oto zrzut ekranu tego wpisu:

Nie odmawiam dziennikarzom prawa do krytyki,  przecież od tego są, żeby patrzeć na ręce władzy. Ale wymagam od nich minimum odpowiedzialności i wiedzy, bo bez nich rzetelna, konstruktywna krytyka zamienia się w żałosne, szkodliwe i nieodpowiedzialne krytykanctwo.

Powyższe  słowa  napisałem  nieprzypadkowo,  lecz po lekturze tekstu w lokalnym tygodniku pod tytułem „Kto kupi tego trupa?”. Materiał traktuje o sprzedaży przez  nasze  miasto  należących  do  niego  udziałów w spółce – Rejon Dróg Miejski.

Tytuł mówi wszystko, czyli: spółka jest martwa, jest bankrutem, upadłym, nic nie wartym ekonomicznym truchłem.

Czytelnik (w tym potencjalny nabywca spółki) po przeczytaniu tytułu może pomyśleć tylko jedno: Nikt nie kupi firmy-trupa, bo po co mu (s)trup na głowie…

Co tytuł tekstu na wspólnego z rzeczywistością, czy precyzyjniej – co ma wspólnego z prawdą?

Nic.  

Bo RDM nie jest w stanie upadłości. Notabene „upadłość”  też  nie  musi  oznaczać,  że  firma  jest  na „tamtym ekonomicznym świecie”, przykładem niech będzie  spółka akcyjna – Krośnieńskie Huty Szkła  Krosno SA, która  mimo upadłości likwidacyjnej działa i… radzi sobie świetnie.

Mało tego, RDM-owi upadłość nie grozi, bo spółka jest wypłacalna, ma pieniądze na kontach i wreszcie,  ma  spory  majątek  (nieruchomości  i  sprzęt  budowlany).

Może nadal działać (i działa!) w dotychczasowej strukturze  własnościowej  –  co  jednak  w  przyszłości  stanie  się  trudne  z  powodu  kiepskiej  koniunktury w branży drogowej i olbrzymiej konkurencji na tym  rynku.

A nowy właściciel – w domyśle – duży gracz drogowy – może jej zapewnić dobrą przyszłość – stąd decyzja o sprzedaży.

W każdym razie fakty są takie, że nazywanie RDM-u  trupem  –  jest  nieodpowiedzialnym,  szkodliwym  kłamstwem.

Wygląda na to, że słowo „krytyka” pomyliło się panu prezydentowi ze słowem „konkluzja”. Tekst, o którym mowa, jest bowiem relacją z dyskusji, jaka odbyła się w czasie sesji rady miasta, i nie ma w nim ani słowa krytyki czy jakiegokolwiek komentarza. Jego tytuł jest natomiast wymownym podsumowaniem tego, co na temat tej firmy można było usłyszeć z mównicy – między innymi z ust N. Mastalerza, prezesa RDM Zbigniewa Hary czy przewodniczącego rady miasta Dariusza Kołka. Panowie przekonywali, że w obecnych realiach rynkowych RDM jest skazany na śmierć. No, ale niech przemówią sami zainteresowani:

Przykro mi, że na końcu mojej kariery zawodowej muszę powiedzieć, że w takim kształcie ta spółka nie ma racji bytu.(…) Nie jestem w stanie wygrać żadnego przetargu. Nie jestem w stanie konkurować z żadną firmą. Nawet nie próbuję startować w żadnych przetargach. Nie jesteśmy całkowicie zdołowani,  ale  perspektywę  widzę  nie  najlepiej.  Zostało mi jeszcze około 120 tysięcy złotych kapitału zapasowego, którym mogę pokrywać straty, i tyle. W świetle prawa mogę jeszcze  przejeść  pół  kapitału  zakładowego.  Nie  ma  chyba sensu doprowadzać do takiej sytuacji(…) Z przykrością to stwierdzam, ale ta spółka nie ma prawa bytu. Obojętnie kto by przyszedł po mnie, nie jest w stanie tego utrzymać – to słowa prezesa Hary.

Albo będziemy szukać potencjalnego nabywcy z branży drogowej, który będzie zainteresowany przejęciem udziałów Rejonu  Dróg  Miejskich,  albo  za  jakiś  czas  staniemy  przed perspektywą postawienia spółki w stan likwidacji. Dwa ostanie lata firma miała stratę. Była ona pokrywana z kapitału zapasowego – to fragment wypowiedzi prezydenta Norberta Mastalerza.

– RDM jest małą firmą, nic nie znaczącą na rynku. Gdyby miała  odpowiedni  sprzęt  o  wartości  kilku  czy  kilkunastu milionów i kilkudziesięciu pracowników, byłaby na tym rynku poważnym graczem. Bez tego nie ma racji bytu. To taka uczciwa prawda – to stwierdzenie Dariusza Kołka.

Jak widać, panowie są przekonani, że choroby, na którą cierpi  RDM,  wyleczyć  już  się  nie  da.  Oczywiście  firma nie musi upaść, bo przecież można ją zlikwidować – jedno i drugie oznacza jednak jej śmierć. Pytam więc „Kto kupi tego trupa”? I nie widzę w tym nic niestosownego.

No, chyba że radnych wprowadzono w błąd i RDM jednak  nie  umiera?  Ale  w  takim  razie,  dlaczego  samorząd chce  sprzedawać  tę  firmę?  Żeby  łatać  dziurę  w  budżecie?  Może  tylko  o  to  chodzi,  skoro  kilka  dni  po  posiedzeniu  rady  miasta  pan  prezydent  na  blogu  napisał,  że „RDM-owi   upadłość nie grozi, bo spółka jest wypłacalna, ma pieniądze na kontach i wreszcie, ma spory majątek” i „może nadal działać (i działa!) w dotychczasowej strukturze własnościowej”, zaznaczając jedynie, że w przyszłości dalsza  działalność  w  obecnej  formie  stanie  się  „trudna, z powodu  kiepskiej koniunktury w branży drogowej i  olbrzymiej konkurencji na tym  rynku”.

Parafrazując słowa z internetowego wpisu N. Mastalerza, na koniec wypada napisać, że nie odmawiam prezydentowi prawa do krytyki moich tekstów. Wymagam jednak od niego, aby najpierw je spokojnie przeanalizował, bo bez tego rzetelna, konstruktywna krytyka zamienia się w żałosne, szkodliwe i nieodpowiedzialne  krytykanctwo.

RAFAŁ NIECKARZ

OD REDAKCJI:

W drugiej części swojego wpisu prezydent N. Mastalerz był uprzejmy odnieść się do całokształtu sytuacji wokół „Tygodnika Nadwiślańskiego” i spółki, która jest jego wydawcą.

 Oto pełny na ten temat cytat:

  Przy okazji, miasto chce sprzedać  także 1/3   udziałów w wydawnictwie, które jest wydawcą tygodnika. Tak,   tego  samego  tygodnika  w  którym  ukazał  się artykuł o „trupie”.

O przyczynach tego kroku pisałem już obszernie na blogu, teraz przypomnę je jednym zdaniem – nie jest rolą samorządu wydawanie prasy.

Owa spółka  – wydawca tygodnika – zamknie ubiegły rok stratą, ale  w przeciwieństwie do RDM,  przez dwadzieścia parę lat swojej działalności na wolnym rynku (i kilka za PRL)  nie dorobiła się żadnego majątku, dosłownie żadnego (nie jest nawet właścicielem „swojej” siedziby).

Ciekaw jestem zatem, jakim określeniem spółka (tygodnik)  nazwie samą (samego) siebie.  

Pozdrawiam serdecznie

Norbert Mastalerz

Rzeczywiście, ma Pan rację, Panie Prezydencie, ubiegły  rok  Wydawnictwo  Samorządowe  zamknie  stratą. Szkoda jednak, że Pan nie uściślił – jaką? Otóż ujawniamy, bo to żadna tajemnica, że wedle wstępnych danych księgowych (bo zamknięcie bilansu za 2013 r. nastąpi 31 marca) prognozowana strata oscyluje wokół 2 tys. zł. To, biorąc pod uwagę zabezpieczenie w postaci posiadanego przez  spółkę  kapitału  zapasowego,  nie  są  pieniądze, które powinny budzić jakikolwiek niepokój o przyszłość firmy.  Takich  strat  życzymy  Panu,  Panie  Prezydencie, we wszystkich spółkach, w których miasto ma udziały, zwłaszcza medialnych…

Nie od rzeczy będzie wspomnieć, że przez dwadzieścia cztery lata funkcjonowania spółka Wydawnictwo Samorządowe (a tym samym „Tygodnik Nadwiślański) nigdy nie wyciągała ręki po wsparcie do swoich udziałowców. Innymi słowy, samorządy (w tym tarnobrzeski) nigdy nie dotowały spółki. Swój byt „TN” zawdzięcza tylko i wyłącznie efektom własnej pracy, a więc dochodom uzyskiwanym ze sprzedaży papierowych wydań oraz sprzedaży reklam i ogłoszeń. Owszem, pewną formą wsparcia „właścicielskiego” było np. wydawanie na zlecenie miasta dodatku samorządowego pn. „Merkuriusz Tarnobrzeski”. Jednak w roku ubiegłym Pan sam postanowił wydawać i dystrybuować „MT” własnymi siłami. Uszczuplił Pan tym samym dochody naszego wydawnictwa, by teraz z (mściwą?) satysfakcją pisać o stracie…

Przy okazji. Wydaje nam się, że kiedyś „Merkuriusz…” jako dodatek do tygodnika miał wyższą rangę. Dziś poniewiera się po klatkach schodowych i wycieraczkach zupełnie tak samo jak pisemko opozycyjnego (wobec prezydenta) stowarzyszenia.  Nie  od  rzeczy  będzie  też  zapytać  Pana o sprzeczność pomiędzy wydawaniem przez miasto „Merkuriusza…” a stwierdzeniem z bloga, iż „nie jest rolą samorządu wydawanie prasy.”

A co do naszej „trupowatości”, to faktycznie, nie możemy się pochwalić przesadnym majątkiem. Nie jesteśmy medialnym  potentatem.  O  ogólnej  sytuacji  na  rynku prasy papierowej nie będziemy byłemu dziennikarzowi przypominać. Czasy są dla wszystkich wydawców trudne,  i  na  lepsze  się  nie  zanosi.  Jednak  nie  sposób  nie przypomnieć, było nie było, jednemu z trzech głównych udziałowców wydawnictwa, że w chwili, kiedy jego poprzednicy nabywali udziały, były one TRZY razy mniej warte niż dziś! To nie są wyssane z palca szacunki czy przypuszczenia. Tak wynika z audytu zleconego niezależnej firmie ze Śląska przez Pana, Panie Prezydencie, na wiosnę ubiegłego roku.

Chyba nieźle jak na nieboszczyka w stanie rozkładu?

I na koniec mała prośba do włodarza Tarnobrzega. Zazwyczaj bywa tak, że udziałowcy jakiejkolwiek spółki starają się, by znajdowała się ona w jak najlepszej kondycji. Nie zakładamy, że pomagają. Ale przynajmniej nie wkładają patyków w szprychy. Od pewnego czasu te patyki są ulubioną  zabawką  Prezydenta  Tarnobrzega.  Złośliwie,  acz zgodnie ze stanem faktycznym, można by to nazwać tak, jak jednoznacznie określa to Kodeks spółek handlowych – „działanie na szkodę spółki”.

Pozbawieni tej złośliwości, pozwalamy sobie tylko zaapelować: Panie Prezydencie – jeśli nie ma Pan chęci nam sprzyjać, to przynajmniej niech Pan zabierze te patyki…

WIESŁAWA SKOWROŃSKA redaktor naczelna

WACŁAW PINTAL zastępca redaktor naczelnej „Tygodnika Nadwiślańskiego”

Podziel się:

6 komentarzy

  1. obserwator on

    No tak prezydencina dorwał sie do koryta i zapomniał o tym, że kiedyś pisywał do Tygodnika. Ładnie to tak pluć we własne gniazdo? Trochę pokory szanowny panie…

  2. dziwne,że zarząd KS Siarka,która w ciągu ostatnich 20 lat wyprzedała niemal wszystko a całą tą politykę firmuje obecny prezesina,otrzymuje nie tylko olbrzymie wsparcie z magistratu ale też uchodzi za profesjonalny i wręcz wybitny.
    dziwną logiką się kieruje pan prezydent,nie dziwne,że miał w średniej szkole problemy z promocją do następnej klasy.

  3. Aleksandra on

    Żeby polemizować, trzeba mieć choć trochę oleju w głowie, a pan panie prezydencie jest załosny… i pomyslec ze byl pan kiedys dziennikarzem… pana argumenty trzymają tak samo poziom jak pan. A Tygodnik wierzę, że da sobie radę. zwłaszcza, że byl na rynku dluuugo przed panem.

  4. Dziwny ten człowiek co niszczy wokół siebie wszystko a potem mówi że to przypadek albo niedopatrzenie-człowieku tam w tych firmach pracują ludzie ty mialeś im dać pracę a nie wywalać na bruk tak jak to robisz od trzech lat!

  5. Nawet dziennikarzynom był marnym. Jak pamietam relacje zawsze albo wynik byl nie ten albo zespoly, ktore graly sie nie zgadzaly … A to nie pierwsze i ostatnie plucie na firmy badz ludzi, ktorzy mu pomogli. Wiec prosze sie nie dziwic. No ale to przeciez wielki dzienikarz byl, a teraz wielki prezydent. Ale tylko w jego wlasnym mniemaniu …

  6. ocenili Mastalerza w SDP on

    List CMWP SDP do prezydenta Tarnobrzega
    2013-04-03

    Pan Norbert Mastalerz
    Prezydent Miasta Tarnobrzega

    Szanowny Panie Prezydencie,
    (…)Pragniemy zwrócić uwagę, że tego rodzaju polityka informacyjna urąga obywatelom, jest sprzeczna z dobrym obyczajem, jak i zagwarantowanym Konstytucją RP prawem obywateli do bycia informowanymi o działalności władz publicznych.
    Z poważaniem,
    Wiktor Świetlik
    Dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP