Sadownicy apelują o pomoc do premiera. – Nasza sytuacja jest tragiczna – mówią - Tygodnik Nadwiślański
niedziela, 27 listopada
reklama

Sadownicy apelują o pomoc do premiera. – Nasza sytuacja jest tragiczna – mówią

7

Plantatorzy z rejonu Sandomierza wystosowali apel do premiera „w sprawie dramatycznej i nieprzewidywalnej sytuacji producentów i gospodarstw sadowniczych”. Mówią, że tak źle nie było od dawna. Ceny są bardzo niskie, przy galopujących kosztach produkcji. Dochodzą do tego problemy ze zbytem.

Apel, który zostanie skierowany również do ministra rolnictwa, jest efektem spotkania zorganizowanego w czwartek w Sandomierzu. Uczestniczyli w nim sadownicy, przetwórcy oraz władze powiatu i niektórych gmin.

Obecnie za kilogram jabłek przemysłowych ogrodnicy otrzymują w punktach skupu 30 groszy. Tendencja jest zniżkowa – jeszcze w poniedziałek cena wynosiła 35 groszy, a kilkanaście dni temu – 40.

– Chcielibyśmy, żeby cena pokrywała koszty produkcji jabłka. Dziś, mimo zapewnień zakładów przetwórczych, że nie będą obniżać ceny, spada ona codziennie i nie pokrywa nawet kosztów zbioru (18-20 złotych za godzinę), nie mówiąc już o innych nakładach – tłumaczył Remigiusz Łukawski, sadownik z wioski Szewce w gminie Samborzec.

Jak powiedział plantator, jabłka przemysłowe powinny kosztować 40-50 groszy, zaś cena deserowych powinna być „liczona w złotówkach”. Obecnie za kilogram owoców konsumpcyjnych sadownicy otrzymują zaledwie 60-70 groszy.

Zygmunt Kwasek, sadownik z Gorzyczan, przewodniczący Rady Powiatowej Świętokrzyskiej Izby Rolniczej w Sandomierzu. określił  sytuację w branży jako tragiczną. – Cena jabłka pozostała na poziomie z ubiegłego roku, przy drastycznym wzroście kosztów – nawozów, środków ochrony czy paliwa. Koncentrat kosztował tyle samo przy wyższych cenach jabłek, co oznacza, że właściciele przetwórni usiłują przerzucić na sadowników wzrost swoich kosztów, przede wszystkim gazu. A przecież sadownik także odczuwa skutki podwyżek – przypominał Zygmunt Kwasek.

Prowadzący spotkanie Marcin Piwnik, starosta sandomierski, sadownik zaznaczył, że branża boryka się także z problemem sprzedaży. Nie można eksportować jabłek do Ukrainy, Białorusi czy Rosji, zakupy ograniczył inny poważny eksporter – Egipt. – Towar pozostaje na rynku wewnętrznym. Wzrost cen energii powoduje, że sadownicy coraz rzadziej decydują się na przechowywanie jabłek w swoich komorach. Większość owoców trafi w związku z tym na cele przetwórcze – tłumaczył starosta.

Dodatkowym problemem, kontynuował starosta, jest ograniczenie zakupu jabłek od sadowników przez działające w powiecie przetwórnie. Tłumaczą one, że w owocach są pozostałości niedopuszczonej do stosowania substancji. Marcin Piwnik podkreślił, że plantatorzy, którzy nie przestrzegają zasad, to margines. Większość pracuje wzorowo, ma certyfikaty poświadczające wysoką jakość produkcji. Skup surowca, poinformował starosta, ograniczyły dwa z sześciu zakładów działających w powiecie. Taka blokada również niekorzystnie wpływa na cenę.

– Mam nadzieję, że to spotkanie obudzi sumienie przetwórców i nie będą oni wykorzystywać sadowników w tak trudnej sytuacji. Może się zdarzyć, że owoce pozostaną na drzewach, a gospodarstwa będą bankrutować – ostrzegał starosta.

Robert Pierściński, wiceprezes zarządu firmy Dreher Poland Koprzywnica odpowiedział, że przetwórcy nie są za tym, aby cena jabłek była tak niska. Zależy im przede wszystkim, żeby była stabilna, obecnie są duże wahania. Zachęcał sadowników do podpisywania kontraktów z zakładem. Teraz, jak mówił, decyduje się na to niewielu plantatorów.

Przedstawiciel przedsiębiorstwa poinformował, że przetwórnia płaci w tej chwili za kilogram jabłka przetwórczego od rolnika 38 groszy, zaś od skupu – 40.

– Cena powinna odzwierciedlać także jakość surowca. Z ubolewaniem muszę jednak powiedzieć, że surowiec, który jest tu kupowany, nie spełnia oczekiwań konsumentów – przyznał Robert Pierściński. – Badania wykazały, że duża grupa sadowników używa środków, które są niedozwolone w produkcji jabłek. To środki zbożowe, szkodliwe.

Z tego powodu, jak wyjaśnił wiceprezes, zakład musi posiłkować się jabłkami z Grójca. W ich przypadku w przebadanych próbkach nie znaleziono śladów niedozwolonej substancji. Innym powodem kupowania owoców z Mazowsza jest to, że dostawy z tego rejonu, na odpowiednim poziomie, zapewnione są przez cały rok. Robert Pierściński przypomniał ponadto, że w Polsce jest nadprodukcja jabłek. W naszym kraju można przerobić około 3,5 miliona ton surowca, natomiast w tym roku, bardzo urodzajnym, plony mają sięgnąć 5 milionów ton.

Witold Stefaniak, prezes Grupy Sadowniczo-Warzywniczej „Złoty Sad” z Samborca powiedział, że stosowanie niedozwolonych substancji przez niektórych producentów jest efektem bardzo wysokich cen środków ochrony. – Gdyby ceny były na godziwym poziomie, taka sytuacja nie miałaby miejsca – stwierdził prezes.

Dodał on, że uzyskiwane przez plantatorów certyfikaty i wprowadzanie integrowanej produkcji także nie gwarantują ceny na odpowiednim poziomie.

– Niemal każdy dzień przynosi dodatkowe koszty. Nie wiadomo, co nas czeka jutro – mówił szef grupy.

 Zdaniem uczestników spotkania rząd powinien wprowadzić ceny gwarantowane, zapewniające opłacalność produkcji. Ponadto, w związku z nadprodukcją jabłek, możliwość zakładania nowych sadów powinna zostać ograniczona. – Program niskotowarowy, w ramach którego łatwo jest otrzymać dofinansowanie na taki cel, sprawia, że powstają nowe sady na terenach, gdzie do tej pory uprawiane było zboże i warzywa. Przybywa nasadzeń, co prowadzi do takiej sytuacji, z jaką mamy do czynienia obecnie – zaznaczył starosta sandomierski.

Na zakończenie spotkania sadownicy złożyli podpisy pod apelem skierowanym do rządzących.

 

 

 

7 komentarzy

  1. Chłopy stale płaczą, że im wszystkiego mało i nic im się nie opłaca. Za PRL-u nic nie dopłacano a jakoś było. Każdy kalkulował co mu się opłaci a co nie. Teraz tylko żądania, strajki etc…

    • Zapłacą 18 zł na godz. i im oberwią,bez umów ,bez opłacenia składek emerytalnych,zdrowotnych,za to dadzą 20 zł na paliwo,gdzie jest PIP?

  2. jablek jest poprostu za duzo o wiele za duzo a jesli czego jest za duzo to wtedy miadomo co sie dzieje i zadne psl ze swoja propaganda nie pomoze