::photoreport{"type":"check-for-article","item":"9241"}
Płytę zatytułowaną „Musica Sandomiriensis” nagrywają muzycy z zespołu Il Vento z Krakowa pod kierownictwem dr Katarzyny Pilipiuk. W wydawnictwie znajdzie się osiem cennych i ciekawych kompozycji. Wszystkie, z wyjątkiem jednej, są dziełem anonimowych autorów.
– Wybraliśmy kompozycje, które mają charakter lokalny. Staram się również szukać takiej twórczości, która nie jest typowa. W obecnych czasach, mając dostęp do niebywałej liczby nagrań, stworzyliśmy sobie niejako koncept XVIII-wiecznej muzyki. Ten koncept w dużej mierze jest oparty na pewnych standardach – na twórczości określonej grupy kompozytorów, zawierającej się w bardzo wyrazistych stylach, które stały się kanonem. Tymczasem w ówczesnych czasach nie było wyraźnych stylów, które dominowałyby w całej Europie, w każdym ośrodku panował jakiś styl lokalny i był inny punkt odniesienia. Zatem nie możemy oczekiwać, że muzyka sandomierska będzie taka sama, jaką tworzył na przykład Bach w Lipsku czy Vivaldi w Wenecji – mówi dr Katarzyna Pilipiuk.
Melomani, do rąk których trafi płyta, mogą spodziewać się czegoś zupełnie odmiennego i zaskakującego. Jest to, jak wyjaśnia dr Pilipiuk, zarówno twórczość lokalna, powstająca w Sandomierzu, a także utwory innych kompozytorów tutaj wykonywane, przykładem jest kompozycja Józefa Brentnera. Są to arie z akompaniamentem instrumentalnym. Ale nagrywany jest także koncert solowy anonimowego twórcy na obój i zespół smyczkowy, będący nietypowym połączeniem stylu włoskiego z … muzyką ludową.
– Zawiera on dużo akcentów ludowych. Harmonika jest dość prosta, brzmienie raczej przaśne, ale jest to bardzo ciekawa kompozycja – mówi o koncercie Anna Huszczo, klawesynistka, prezeska Fundacji Il Vento.
Muzycy podkreślają, że najpierw sporym wyzwaniem była praca z zapisami nutowymi. Występują w nich bowiem błędy, które trzeba było odnaleźć i poprawić. Zdarzały się również wątpliwości dotyczące harmonii. Problemy były także z odczytaniem tekstów po łacinie. Tutaj z pomocą przyszedł ks. prof. Marek Kozera, łacinnik z WSD.
Do nagrań wykorzystywane są instrumenty oryginalne z epoki i ich kopie. Pozytyw szkatulny z pierwszej ćwierci XVII wieku znajdował się kiedyś w klasztorze Panien Benedyktynek i był używany przez tutejszą kapelę. Teraz przechowywany jest w Muzeum Diecezjalnym w Sandomierzu. Zdarzało się, że na nim grano, ale brzmiał on solowo, a nie w zespole instrumentów.
– Dla mnie jest to duże wyzwanie, a jednocześnie przyjemność, że mogę obcować z tak starym instrumentem. Wykonuję na nim partię basso continuo. To także rodzaj eksperymentu – przyznaje Anna Huszczo.
Miechy pozytywu są napędzane ręcznie. Dla osoby, która się tym zajmuje, czyli kalikuje, jest to wielogodzinna, ciężka praca. Jest to tym większa sztuka, że trzeba to robić bardzo precyzyjnie, dbając, żeby miechy podnosić regularnie i w jednym tempie, ponieważ to wpływa na intonację. Zadanie to zostało powierzone Grzegorzowi Stawowemu, który opiekuje się pozytywem. Jemu przypadło w udziale również strojenie cennego zabytku. Do nagrań historyczny instrument został wykorzystany po raz pierwszy.
Kompozycje, które trafią na płytę, zostały wybrane z bardzo dużego zbioru, liczącego kilkaset rękopisów. – Przeszedł on w latach 2014-2015 konserwację zachowawczą. Częściowo został wtedy także uporządkowany. Jest on w całości zdigitalizowany i udostępniony w bibliotece cyfrowej, dzięki czemu mogą korzystać z niego wszyscy zainteresowani – przypomina ks. dr Piotr Tylec, dyrektor Biblioteki Diecezjalnej.
Inicjatorzy wydania płyty podkreślają, iż naturalne jest to, że utwory rejestrowane są we wnętrzach obecnego Wyższego Seminarium Duchownego. – Te mury były kiedyś przesiąknięte muzyką, którą nagrywamy. Wracamy zatem do korzeni. Mamy potrójną autentyczność – ten repertuar, te instrumenty i to wnętrze – zaznacza Katarzyna Pilipiuk.
Na nagranie płyty udało się pozyskać pieniądze z programu „Muzyczny ślad” Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. „Musica Sandomiriensis” ma się ukazać wczesną jesienią. W planach jest zorganizowanie koncertu promocyjnego. Ze względu na dofinansowanie płyty będą rozdawane za darmo zainteresowanym. Będą one również wysyłane do uczelni muzycznych w Polsce.
Płyta jest nagrywana w składzie: Anna Zawisza – sopran, Helena Poczykowska – alt, Katarzyna Pilipiuk – obój historyczny, Victora Melik – skrzypce barokowe, Anna Huszczo – pozytyw, Elżbieta Górka – skrzypce, Konrad Górka – wiolonczela, Marek Lewandowski– kontrabas.
::news{"type":"see-also","item":"219781"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tyna.info.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Władze Nowej Dęby chcą wesprzeć działanie "porodówki"
Zredukowac im wszystkim pensje do takich jakie dostaja normalni ludzie i pieniadze sie zaraz znajda
Zyczliwy
03:04, 2026-04-11
Tarnobrzeg mocny w podkarpackiej Koalicji Obywatelskiej
P'KOWALA PYCHA ROZPIERA juz ukraine odbudowal...teraz w Rzeszowie rzadzi .beda gruszki na wierzbie rosly....ZOBACZYCIE.....
baranowiak
22:38, 2026-04-10
Władze Nowej Dęby chcą wesprzeć działanie "porodówki"
Najbardziej irytująca jest to jak zobaczy się takiego jednego drugiego trzeciego starostę posła czy burmistrza wszystko jedno na pikniku wsuwającego urzędową kiełbasę i to dosłownie gościu ubiera się w fartuch czy coś tam i za publiczne pieniądze piecze ludziom kiełbasę którą jeszcze potem sam wsuwa wraz z lepszym obiadem który jest już jednak tylko dla niego dla ludzi tylko to sama kiełbasa bez bułki. Piecze ludziom te kiełbasę zeby to pokazać jaki to jest kumpel wszystkich i wspaniały polityk. A jak się stanie bliżej tego człowieka tak przypadkowo czekając na kiełbasę i posłucha się jego takiego normalnego sposobu wypowiadania się to usłyszy się w słowach sposoby wypowiedzi wskazujące na takie wywodzące się z komuny kumoterstwo. Typowo polskie że taki jeden czy drugi facet wypowiada się tak jakby to miasto powiat województwo czy tam nawet cały świat do niego należał tylko dlatego że jest obstawiony jego znajomymi zenkiem wieśkiem Jankiem mietkiem który do wszystkiego ma dojście i może się załapać na każdy piknik otwarcie wystawy dzień dziecka w szkole wie wszystko o przetargach publicznych inwestycjach pieniądzach stanowiskach i ma tu jakiś wpływ. Jak tak się stanie z boku i posłucha zupełnie przypadkowo to ta świadomość tego co się usłyszało I tego jaki ten ktoś ma sposób myślenia i kontaktów z podobnymi sobie kolegami jest najgorsza w tym wszystkim.
Wkurzony
22:17, 2026-04-10
Władze Nowej Dęby chcą wesprzeć działanie "porodówki"
I powiedział to jeden z absolutnie najbogatszych po oświadczeniu majątkowym burmistrz na Podkarpaciu jeśli przeliczyć jego pensję na liczbę mieszkańców a dodatkowo jeszcze posiadający zastępcę. Pozdrawiam serdecznie. Dla nich oddział położniczy niczym się nie różni od stacji benzynowej albo od marketu dlatego przy przenoszeniu strat likwidacja. Proponuję dzień na dyżurze w oddziale i dzień w Biedronce dla orzeźwienia umysłu. Powinni pogadać z kamyszami i stworzyć tutaj elitarną lodówkę dla dzieci oficerów wojska polskiego. Szpitale wojskowe na szaserów i inne dużo szpitale kuleją pod tym względem. Powinni do nowej Dęby na poligon przenosić kobiety znaczy żołnierki które są w stanie błogosławionym może ci komfortowe warunki do zamieszkania w czasie delegacji i świetne warunki porodu odpowiadające warunkom pro familii takim hotelowym. Jedyna szansa to uderzyć do kosiniaka-kamysza powiedzieć że tutaj stworzy się porodówka dla oficerek i oficerów zaproponować mu że będzie mógł sobie kiedy chcę robić zdjęcia z dzieciakami naszych żołnierzy i publikować się w mediach społecznościowych. Taki na pozór *%#)!& sposób da więcej korzyści niż te całe dopłaty które i tak są kroplą w morzu. W niczym nie pomogą niczego nie uratują na dłuższą metę bo wojsko chce likwidować ten oddział i przejąć szpital więc los jest tu przesadzony. To tylko tanie zagranie pod publiczkę że niby pomagamy ale może na miesiąc dwa generalnie przy braku dobrego pomysłu to a tego sami z siebie nie mają bo niestety nie myślą nieszablonowo to nie ma szans na to aby ta porodówka przetrwala. Przetrwa za to dwóch burmistrzów mimo tego że gmina liczy stanowczo za mało mieszkańców żeby było dwóch burmistrzów oraz przetrwa za to trzech starostów mimo tego że powiat również pod względem liczby mieszkańców się wyludnia i jest jednym z najmniej licznych w okolicy i właściwie w żadnym o tej wielkości nie ma tego starostów ale to im nie przeszkadza tu mają zupełną amnezję. Musi to budzić uzasadnione społeczne obrzydzenie zwłaszcza że wiele tych ludzi poniżej standardu odpowiadającego stanowiski.
Prof Religa
18:28, 2026-04-10