Nasz polski Bourvil [TN na kwarantannę]

0

Tekst publikowany jest w ramach Wirtualnej Biblioteki “TN” na kwarantannę. Artykuł pochodzi z 19 grudnia 2019 r. nr 51/52

Na początku lat 90. z zespołem Teatru Kwadrat odwiedził Stalową Wolą znakomity aktor komediowy Jan Kobuszewski. Podczas uroczystej kolacji w Klubie Hades Janusza Nazara, gość z Warszawy pochwalił się, że dobrze pamięta hutnicze miasto i jego okolice. To nie była kurtuazja, okazało się, że poznał je po wojnie podczas wakacji spędzanych u swoich wujostwa, państwa Barbary i Stanisława Kowalskich.

Państwo Kowalscy należeli do pionie- rów Centralnego Okręgu Przemysłowego – przybyli do Zakładów Południowych i przyfabrycznego osiedla Stalowa Wola już w 1938 r. W albumie „Stalowowolanie. Kim jesteśmy”, przygotowanym w 2015 r. przez Muzeum Regionalne w Stalowej Woli, znaj- duje się karykatura Stanisława Kowalskiego wykonana przez Bronisława Latawca. Jej autor – przedwojenny karykaturzysta, podporucznik rezerwy, więzień KL Auschwitz, oficer AK i kapitan LWP, po wojnie zastępca dyrektora Elektrowni „Stalowa Wola” – w latach 1938-1939 utrwalił w „krzywym zwierciadle” fizis kilkudziesięciu pracowników umysłowych Zakładów Południowych. Wśród sportretowanych znalazły się takie tuzy przemysłu, jak inżynierowie: Kazimierz Radźwicki, Marceli Siedlanowski, Karol Szaniawski, Janusz Tymowski czy Bronisław Chudzyński.

MIASTO W LESIE

Na pytanie, jakie pokrewieństwo łączyło Jana Kobuszewskiego z Barbarą i Stanisławem Kowalskimi, odpowiedział sam wybitny aktor podczas spotkania w stalowowolskim „Hadesie”: „Wujek Staszek był bratem mojej mamy, Aliny z Kowalskich Kobuszewskiej, a także bratem cioci Janki Kowalskiej, z którą jako dziecko spędzałem dużo czasu”. Na zdjęciach w książce Hanny Zborowskiej z Kobuszewskich widać elegancką panią z chudym, kilkuletnim chłopcem z szelmowskim uśmiechem na twarzy i kijem w dłoni podczas spaceru w warszawskim parku.

Jan Kobuszewski już jako uczeń stołecznego Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Mickiewicza (matura w 1951 r.) przyjeżdżał do Stalowej Woli na wakacje. Opowiadał, że na starym rowerze wujka jeździł nie tylko ulicami Stalowej Woli, ale robił wyprawy do najbliższych miejscowości, m.in. lubił promem płynąć przez San do Pysznicy. Podczas naszej rozmowy przy kolacji wspominał z nostalgią wspaniałe okoliczne lasy i to, że majestatyczne sosny rosły przy ulicach, wokół bloków i na ich podwórkach, a dwie części miasta dzieliły nie tylko tory kolejowe, ale i piękny park – ten sam, w którym współcześnie powstały atrakcje dla dzieci: park wodny i „małpi gaj”.

Ciocia Basia Kowalska, kobieta drobna, zawsze uśmiechnięta i miła dla każdego, pracowała w Miejskiej Radzie Narodowej. Wysoki i postawny wuj Stanisław był, jak wspominaliśmy, „budowniczym przedwojennej polskiej dumy czyli Centralnego Okręgu Przemysłowego”. Mieszkali w centrum miasta, przy ul. Wolności, nieopodal banku.

TALENT OD DZIECKA

Jan Kobuszewski urodził się w 1934 r. w Warszawie na Nowym Bródnie, jako syn Aliny z Kowalskich i Edwarda Kobuszewskich. Matkę z powodu złego stanu zdrowia nakłaniano do aborcji. Wbrew namowom, zdecydowała się urodzić i Jan został najmłodszym z trójki dzieci: Maria urodziła się w 1920 r., a Hanna w 1921 r.

Jak czytamy w „Historii praskich rodów”, przy tak dużej różnicy wieku, oczywiste było, że siostry małemu Jasiowi matkowały, nazywając braciszkiem-synkiem. Hanka miała obowiązek zajmować się Jasiem i zabierać go na spacery. Chłopiec uwielbiał chodzić ulicami Warszawy – nie dość, że był ciekawy świata, to robił podczas nich rozmaite figle. Jeden, charakterystyczny, przypomniała Hanna w swojej książce: „Jaś od razu przydreptał i upewnił się, że też idzie na randkę. Pobiegł do sypialni. Wrócił w beżowym bereciku na głowie. W przedpokoju było ciemno, bo akurat byliśmy »na drugiej fazie« co oznaczało, że nasza dzielnica w owym tygodniu elektryczność otrzymywała dopiero od godzin wieczornych. (…) Jasio szedł »przy nodze«, nie musiałam więc wyginać się i wykręcać prowadząc, a właściwie ciągnąc brata. Ale, by pokazać niezadowolenie nie mówiłam ani nań nie patrzyłam. (…) Humor od razu mi się poprawił, bowiem krocząc w czarnym kostiumie zauważałam z rosnącą satysfakcją, że przechodnie oglądają się za mną. (…) Wreszcie jakaś babina na mój widok stanęła jak słup soli i wrzasnęła z wrażenia. – Olaboga! Ale cudaka prowadzi!”.

Okazało się, że mały braciszek Hani zamiast brwi miał czarne krechy, jego usta wyglądają jak rozmazane serduszko, a na policzkach widniały ogromne amarantowe placki. „Stałam pośrodku chodnika ulicy Marszałkowskiej i w milczeniu podziwiałam kunszt charakteryzacji przyszłego aktora scen polskich. Bez wątpienia stał przede mną Jan Maciej Karol Wścieklica, tylko jeszcze mały, ale identycznie ucharakteryzowany. Takiego właśnie miałam go ujrzeć po latach na scenie Teatru Narodowego, takiego samego – w kolorowe placki!” – po latach wspominała Hanna Zborowska z d. Kobuszewska.

OAZA SPOKOJU

Maria i Hania przeżyły powstanie warszawskie. Hania trafiła do obozu w Pruszkowie, później dzięki swojemu uporowi i  pomocy urzędników Rady Głównej Opiekuńczej odnalazła rodziców, siostrę, brata i ciocię Jankę na plebanii w dalekich Krzcięcicach pod Sędziszowem, gdzie osiadło kilka rodzin ewakuowanych z Warszawy. „Spotkałam wielu wspaniałych ludzi, dobrych i serdecznych” – tłumaczyła koleje swojej wędrówki po zniszczonym wojną kraju zapłakanej, ale szczerze uradowanej rodzinie, która straciła nadzieje na jej odnalezienie.

Po ucieczce Niemców, zaczęły się na plebanii rozmowy o powrocie do Warszawy. W końcu stycznia 1945 r. ciocia Alina Kowalska oraz Maria i Hania Kobuszewskie opuściły Krzcięcice, pozostawiając na plebanii rodziców z Jasiem.

Po licznych przesiadkach, łapaniu „okazji”, zmianach środka lokomocji, a nawet wędrówce w śnieżycy dotarły do Tarnobrzega i w pustej szkole odpoczęły, by z powrotem znaleźć się na peronie ocalałego dworca kolejowego. Tam dowiedziały się, że najbliższy pociąg jedzie do Rozwadowa. „To już dwa kroki od Stalowej Woli, a tam mieszka mój brat. Jedziemy do Rozwadowa!” – ucieszyła się ciocia Janka. Dzięki napotkanemu człowiekowi o dobrym sercu przenocowały w Rozwadowie, rankiem ruszyły pieszo do Stalowej Woli.

Hanna wspominała z entuzjazmem: „Stalowa Wola! Widziałam ją już kilkakrotnie przed wojną. Nowoczesne, przestronne osiedle, domy wśród wysokich sosen, więc nawet zimą jest tu zielono i pięknie. Teraz sosny dźwigały śnieżne okiście, a Stalowa Wola wydała mi się cudownym, podgórskim kurortem. Ulice »Stalówki«, jak nazywaliśmy ją w rodzinie, nie nosiły tradycyjnych nazw. (…) Moi wujostwo, brat mamy i cioci Janki, mieszkali przy ulicy O-N. Idąc pod znany adres wiedziałyśmy, że Stalowa Wola stoi cała, nie ma zniszczeń. Co za szczęście! Nareszcie jakieś normalne, żyjące, niezniszczone domy. Z daleka dojrzałyśmy blok, gdzie mieszkał wuj Stanisław i ciocia Basia. Białe firanki i rośliny w ich oknach były symbolem spokoju i pewności, że znajdziemy odpoczynek i pomoc”.

PRZYSZŁOŚĆ W HUCIE?

Hanna Kobuszewska nie przypuszczała, że na nieco dłużej zwiąże się ze Stalową Wolą. Kiedy siostra Maria i ciocia Janka po krótkim odpoczynku kontynuowały podróż do Warszawy, ona postanowiła u wujostwa odpocząć po wojennej tułaczce.

Inicjatorem pozostanie Hanki w Stalowej Woli był wuj Stanisław. Młoda kobieta wspomina, że była przez oboje wujostwa faworyzowana, rozpieszczana i wręcz adorowana, pławiła się „w cieple, w piernatach, w bieliźnie z koronkowymi wstawkami, w poduchach i webowych prześcieradłach”.

Po przeczytaniu wszystkich książek, wzięła się za malowanie portretu cioci Basi naturalnej wielkości. W końcu zaczęła oglądać się za pracą, poprosiła więc wuja o protekcję w hucie. I wtedy przydała się suknia z takim trudem uszyta jeszcze w Krzcięcicach. „Wyświetlarnia, w której rozpoczęłam pracę, pachniała chemikaliami. Jako młoda, nowa siła robocza stałam się atrakcją huty. Paradowałam w toalecie Maison Krzęcice i w ślizgawkowych butach. Zyskałam przydomek »Warszawianka«. Minęło kilka tygodni i zrobiłam postępy w kreśleniu. Przeniesiono mnie do działu technicznego. Otrzymałam rajzbret, całe wyposażenie kreślarza i towarzystwo siedmiu młodych inżynierów”. Miała dylemat: z jednej strony ciągnęło ją do Warszawy, z drugiej – życie w Stalowej Woli było „czasem powodzenia i bez- troski”. W Warszawie właśnie tworzono Akademię Sztuk Pięknych, pojechała, zdała egzamin, z protekcji dyrektora HSW otrzymała w stolicy pracę. I już została. W 1947 r. wyszła za Adama Zborowskiego, z którym miała syna Wiktora, znanego później aktora teatralnego i filmowego.

NIESPEŁNIONY MISTRZ

Jan Kobuszewski ukończył Państwową Wyższą Szkołę Teatralną im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie i jeszcze jako student w 1955 r. zadebiutował w  filmie „Godziny nadziei”. Po studiach rozpoczął współpracę z Teatrem Młodej Warszawy, potem występował na deskach Teatru Klasycznego, Polskiego, Wielkiego i Nowego w Łodzi z powodzeniem grając role dramatyczne. Wszystko zmieniło się po „Dziadach” w reżyserii Kazimierza Dejmka w Teatrze Narodowym, które w 1968 r. zdjęły z afisza komunistyczne władze. Wielu aktorów nie mogło później znaleźć pracy w teatrze, dlatego Jan Kobuszewski na początku lat 70. zaciągnął się do Kabaretu „Dudek” Edwarda Dziewońskiego, w którym w pełni ujawnił swój genialny talent komediowy. Mówiono, że gdyby urodził się we Francji, byłby znany w świecie nie mniej niż Louis de Funes czy Bourvil.

Od 1976 r. do końca kariery scenicznej w 2013 r. był związany z Teatrem Kwadrat w Warszawie. Widzowie i słuchacze zapamiętali go jako współgospodarza pierwsze- go satyrycznego programu telewizyjnego „Wielokropek”, z telewizyjnych „Bajek dla dorosłych”, radiowego słuchowiska „Rodzina Poszepszyńskich”, Kabaretu Starszych Panów i Kabaretu Olgi Lipińskiej. Z setek świetnych, ale raczej drugoplanowych ról teatralnych i filmowych. Żadnej bowiem nie napisano specjalnie dla niego, by w pełni wykorzystać unikatowe emploi aktora. W  1956 r. zawarł związek małżeński z poznaną na uczelni aktorskiej Hanną Zembrzuską, z którą przeżył 66 lat. Mieli córkę Marynę. Jan Kobuszewski zmarł w wieku 85 lat, w swoim domu w Warszawie, 28 września 2019 r. w otoczeniu rodziny.

PIOTR NIEMIEC

CZYTAJ TAKŻE:

– Sen o wielkiej estradzie [TN na kwarantannę]
– Zamek w ogniu [TN na kwarantannę]
– W Hollywood powstał o nich film [TN na kwarantannę]
– Życie jak Franka Dolasa [TN na kwarantannę]
– Biskup, co głowę nisko nosił [TN na kwarantannę]
– Gdzie jesteście, ocaleni? [TN na kwarantannę]
– Pielęgniarka od Andersa [TN na kwarantannę]

Share.

Comments are closed.