Budzące kontrowersje mury przeciwpowodziowe postawione w prawobrzeżnym Sandomierzu mają wyglądać ładniej. Pojawią się na nich między innymi: krzemień pasiasty, grafiki oraz lusterka i kolorowe oświetlenie. Miasto uzgodniło z inwestorem rozwiązania, które mają spełnić, przynajmniej częściowo, postulaty mieszkańców.
Zabezpieczenia mające chronić przed wielką wodą domy i hutę szkła powstają na odcinku od Koćmierzowa, czyli miejsca, w którym w 2010 roku doszło do przerwania wału, do ulicy Zarzekowice, następnie do skrzyżowania Portowej z Mostową oraz wzdłuż samej ulicy Mostowej. Część z nich wykonana jest z betonu, a część ze stalowych elementów, tzw. larsenów. W zgodnej opinii mieszkańców konstrukcje są bardzo brzydkie, niektórzy nazywają je "Murem Berlińskim". Ponadto, jak twierdzą sandomierzanie mieszkający w ich bezpośrednim sąsiedztwie, budowle ograniczają dostęp światła. W styczniu podczas spotkania z kierownictwem realizujących tę inwestycję Wód Polskich, zagrozili oni pozwami i zażądali zmian.
Magistrat przygotował propozycje rozwiązań, dzięki którym konstrukcje mają wyglądać lepiej.
- Po wspólnych długich negocjacjach doszliśmy do porozumienia. Spotkaliśmy się z dużym zrozumieniem ze strony Wód Polskich. Niedawno otrzymaliśmy od nich odpowiedź, z której wynika, że nasze postulaty dotyczące poprawy estetyki muru zostały uwzględnione - mówi Jacek Kuliga, komendant Straży Miejskiej w Sandomierzu, który z ramienia burmistrza zajmuje się sprawą.
Odcinek od ulicy Mostowej do Zarzekowice, zgodnie z uzgodnieniami, ma być obłożony imitacją cegły. Na liczącym 200-250 metrów długości fragmencie przy ulicy Zarzekowice zainstalowanych zostanie 50 ledowych lamp w technologii RGB. Stworzą one możliwość oświetlania muru różnymi kolorami. Pojawi się tam również imitacja lusterek, co ma stanowić nawiązanie do istniejącego niegdyś w tym miejscu zakładu produkującego lustra. Na wysokości ronda 100-lecia Odzyskania Niepodległości na konstrukcji umieszczona zostanie litera "S", czyli logo miasta wraz napisem "Sandomierz". Element zostanie wykonany z krzemienia pasiastego. Będzie miał 4 metry długości i 2,2 wysokości. Ten pomysł ma być realizowany we współpracy z popularyzatorami sandomierskiego minerału - Cezarym Łutowiczem i Andrzejem Wilkiem. Dodatkowo wzdłuż ulicy Zarzekowice przewidziane są nasadzenia roślin.
Larseny mają prezentować się lepiej dzięki pomalowaniu ich zieloną farbą. Miasto prowadzi jeszcze rozmowy z przedsiębiorstwem Wody Polskie na temat wykończenia metalowych elementów mozaiką. Górna część wzdłuż ulicy Zarzekowice będzie przeszklona, co - jak zaznacza komendant - jest wyjściem naprzeciw oczekiwaniom mieszkańców.
Na pozostałej części zabezpieczeń przeciwpowodziowych będą grafiki. - Zostaną one rozmieszczone w kilkudziesięciometrowych odległościach, a będą przedstawiać ważne wydarzenia z historii miasta, a także - w nawiązaniu do ronda - wątki dotyczące odzyskania przez Polskę niepodległości. Kwestia wykonania pozostaje jeszcze otwarta. Chcemy zaangażować lokalną społeczność oraz naszych artystów - osoby, które kochają Sandomierz i tu tworzą - zapowiada Katarzyna Knap-Sawicka, kierownik referatu promocji w Urzędzie Miejskim w Sandomierzu.
Czy rozwiązania te usatysfakcjonują sandomierzan, na razie nie wiadomo. Urzędniczka przyznaje, że koncepcja dotycząca poprawy estetyki przeciwpowodziowych konstrukcji powstała w ciągu zaledwie kilku dni. Tak mało czasu dały na jej przygotowanie Wody Polskie. Niemożliwe były w tej sytuacji konsultacje z mieszkańcami.
Jacek Kuliga podkreśla natomiast, że korekta projektu przygotowanego przez przedsiębiorstwo dotyczy nie tylko samych murów. Przy ulicy Zarzekowice napowietrzne linie energetyczne zostały na koszt inwestora położone pod ziemią. Ponadto każda znajdująca się tam posesja otrzyma nowy wjazd z kostki. Prowadzone są również starania o to, aby wzdłuż ulic Mostowej i Zarzekowice powstała ścieżka rowerowa. Jest to również jeden z postulatów sandomierzan.
- Prowadzimy dalsze rozmowy. Chcemy na tyle spełnić oczekiwania mieszkańców, aby spór o mury zniknął - dodaje komendant.
Cała inwestycja ma być gotowa w połowie przyszłego roku.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tyna.info.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Wypadek w Durdach. Ranną kobietę zabrał śmigłowiec LPR
Skąd wiadomo, że winę ponosi ranna prowadząca skuter, a nie kierowca samochodu?
mas
07:54, 2026-05-04
W Tarnobrzegu uczcili 3 Maja radosnym polonezem
Jest ktoś spoza partii?
P
22:33, 2026-05-03
W Tarnobrzegu uczcili 3 Maja radosnym polonezem
Porażka. Wszystko na pokaz
Aaa
21:16, 2026-05-03
Majówka nad Jeziorem Tarnobrzeskim. Plaża znów...
Decyzja o zakazie korzystania z łodzi elektrycznych na Jeziorze Tarnobrzeskim zdaje się sugerować, że cały akwen stał się przestrzenią zarezerwowaną wyłącznie dla garstki wybranych — głównie żeglarzy i członków klubu kajakowego, którzy najwyraźniej cieszą się wyjątkowym wsparciem w radzie miasta. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to właśnie ci użytkownicy jeziora mają największy wpływ na tę decyzję, a ich interesy zostały postawione ponad potrzebami innych grup, zwłaszcza osób z ograniczeniami ruchowymi. Łódki czy też małe pontony o napędzie elektrycznym, ciche i bezpieczne, były rozwiązaniem, które pozwalało na korzystanie z jeziora w sposób mniej inwazyjny i dostępny dla szerszej grupy osób w tym osób nie mogących wiosłować z przyczyn zdrowotnych. Zamiast szukać sposobów na pogodzenie różnych form rekreacji, władze miasta zdecydowały się na krok, który eliminuje tę grupę użytkowników, pozostawiając ich praktycznie bez możliwości korzystania z akwenu. Tymczasem, jak się okazuje, cały problem dotyczy głównie jednej, wąskiej grupy — żeglarzy i kajakarzy, którzy, dzięki wsparciu lokalnych władz, stali się niemal monopolistami na jeziorze. Zastanawiające jest, czy to nie oni mają największy interes w eliminacji innych form rekreacji, które mogłyby zakłócać ich dominację na wodzie. To rodzi pytanie, czy w tej sytuacji w ogóle brano pod uwagę potrzeby tych, którzy nie mają innych możliwości spędzania czasu nad wodą, tych którzy nie mogą wiosłować a chcą aktywnie spędzać czas nad jeziorem, które i do nich należy.
Dlaczego
19:55, 2026-05-03