Opatów

Zamknij

Dodaj komentarz

Jest nowe wydanie głośnej książki. W poniedziałek zaplanowano spotkanie autorskie z udziałem wielu interesujących gości

rs 06:41, 04.05.2026 Aktualizacja: 06:52, 04.05.2026
Skomentuj Jest nowe wydanie głośnej książki. W poniedziałek zaplanowano spotkanie autorskie Andrzej Nowak-Arczewski prezentuje nowe wydanie swojej ksiązki. Fot. arch. prywatne

W poniedziałek, 4 maja o godz. 18, w Domu Muzealnym w Opatowie odbędzie się spotkanie autorskie Andrzeja Nowaka-Arczewskiego, poświęcone nowemu wydaniu jego głośnej książki reporterskiej "My z pałacu".

Książka, wydana po raz pierwszy w 2014 roku, to reporterska opowieść zbudowana ze wspomnień świadków, archiwalnych fotografii i ludzkiej pamięci. Andrzej Nowak-Arczewski opowiada o niej o losach dawnego  Pałacu Karskich we Włostowie pod Opatowem – miejsca, które było nie tylko rezydencją ziemiańską, ale także przestrzenią codziennego życia służby, oficjalistów, dzieci i rodzin mieszkających w czworakach.

Wzniesiony w latach 1854–1860 dla rodziny Karskich według projektu Henryka Marconiego pałac we Włostowie był jedną z najnowocześniejszych prywatnych rezydencji swoich czasów. Miał około 30 pomieszczeń, w tym salę balową, bibliotekę, salę bilardową i kaplicę. Na przełomie XIX i XX wieku doprowadzono tam elektryczność, wodociąg, centralne ogrzewanie, a nawet linię telefoniczną – rozwiązania wówczas rzadko spotykane na prowincji.

Do pałacu prowadziły niegdyś dwie bramy – jedna strzeżona przez kamienne lwy, druga, od strony parku, zwana była „diabelską”. Wokół rozciągał się blisko dziesięciohektarowy park. W murach rezydencji gościło wiele sław, m.in.: Achilles Ratti, czyli późniejszy papież Pius XI, prezydent RP Ignacy Mościcki, Stefan Żeromski, a także bohater narodowy Finlandii Carl Gustaw Mannerheim. 

W opatowskiej promocji książki udział zapowiedzieli m.in. Marcin Schirmer, prezes Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego, a także Rafał Karski – przedstawiciel rodziny dawnych właścicieli Włostowa. Obecne mają być również dzieci i wnuki rodzin „spod strzechy”, tych, których codzienność rozgrywała się poza reprezentacyjnymi salonami, lecz była równie ważną częścią tej samej historii.

::news{"type":"see-also","item":"104756"}

 

(rs)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tyna.info.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

Wypadek w Durdach. Ranną kobietę zabrał śmigłowiec LPR

Skąd wiadomo, że winę ponosi ranna prowadząca skuter, a nie kierowca samochodu?

mas

07:54, 2026-05-04

W Tarnobrzegu uczcili 3 Maja radosnym polonezem

Jest ktoś spoza partii?

P

22:33, 2026-05-03

W Tarnobrzegu uczcili 3 Maja radosnym polonezem

Porażka. Wszystko na pokaz

Aaa

21:16, 2026-05-03

Majówka nad Jeziorem Tarnobrzeskim. Plaża znów...

Decyzja o zakazie korzystania z łodzi elektrycznych na Jeziorze Tarnobrzeskim zdaje się sugerować, że cały akwen stał się przestrzenią zarezerwowaną wyłącznie dla garstki wybranych — głównie żeglarzy i członków klubu kajakowego, którzy najwyraźniej cieszą się wyjątkowym wsparciem w radzie miasta. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to właśnie ci użytkownicy jeziora mają największy wpływ na tę decyzję, a ich interesy zostały postawione ponad potrzebami innych grup, zwłaszcza osób z ograniczeniami ruchowymi. Łódki czy też małe pontony o napędzie elektrycznym, ciche i bezpieczne, były rozwiązaniem, które pozwalało na korzystanie z jeziora w sposób mniej inwazyjny i dostępny dla szerszej grupy osób w tym osób nie mogących wiosłować z przyczyn zdrowotnych. Zamiast szukać sposobów na pogodzenie różnych form rekreacji, władze miasta zdecydowały się na krok, który eliminuje tę grupę użytkowników, pozostawiając ich praktycznie bez możliwości korzystania z akwenu. Tymczasem, jak się okazuje, cały problem dotyczy głównie jednej, wąskiej grupy — żeglarzy i kajakarzy, którzy, dzięki wsparciu lokalnych władz, stali się niemal monopolistami na jeziorze. Zastanawiające jest, czy to nie oni mają największy interes w eliminacji innych form rekreacji, które mogłyby zakłócać ich dominację na wodzie. To rodzi pytanie, czy w tej sytuacji w ogóle brano pod uwagę potrzeby tych, którzy nie mają innych możliwości spędzania czasu nad wodą, tych którzy nie mogą wiosłować a chcą aktywnie spędzać czas nad jeziorem, które i do nich należy.

Dlaczego

19:55, 2026-05-03

0%