Za życie papieża [TN na kwarantannę]

0

Tekst publikowany jest w ramach Wirtualnej Biblioteki “TN” na kwarantannę. Artykuł pochodzi z 14 kwietnia 2005 r. nr 15

Monumentalny staszowski kościół pod wezwaniem św. Ducha powstał jako wotum wdzięczności mieszkańców miasta, za uratowanie Jana Pawła II po zamachu na jego życie w 1981 roku. Ojciec Święty wiedział, że wznoszona jest taka świątynia i osobiście pobłogosławił budowniczym.

NIE BYŁO ŁATWO

9 sierpnia 1944 roku, podczas bombardowania doszczętnie zniszczony został, stojący nieopodal rynku stary kościół św. Ducha. Przez blisko 40 kolejnych lat władze kościelne zabiegały u komunistycznych władz o pozwolenie na jego rekonstrukcję. W dokumentach parafialnych zachowało się kilkadziesiąt podań jakie wystosowane zostały w tej sprawie. Wszystko na próżno. Aby definitywnie uciąć dyskusję na ten temat, ktoś z ówcześnie rządzących wpadł nawet na pomysł zlokalizowania w miejscu zrujnowanej świątyni gmachu domu kultury. Zamysł ten co prawda nie doszedł ostatecznie do skutku, ale i kolejne prośby o zgodę na odbudowę kościoła nie przynosiły efektu. Kiedy w 1978 roku parafia otrzymała pozwolenie na pobudowanie nowej plebani (o które nie zabiegała), powszechnie odebrano to jako kolejny wybieg władzy, która liczyła zapewne na to, że w ten sposób przynajmniej na jakiś czas odsunie niewygodny dla siebie problem.

Mieli nadzieję, że po tym wszystkim nie będziemy mieli śmiałości prosić o więcej – skwitował całe zdarzenie ówczesny biskup sandomierski Piotr Gołębiowski.

Starania jednak nie ustały i wreszcie w 1982 roku zakończyły się sukcesem. W urzędowym dokumencie zaznaczone zostało, że świątynia powstać ma z materiałów własnych. Ogromne zaangażowanie i pomoc mieszkańców miasta sprawiły jednak, że budulec udało się jakoś znaleźć.

Pieczę nad wszystkimi robotami, podeszły w latach proboszcz Adam Rdzanek zlecił młodemu wikariuszowi, ks. Henrykowi Kozakiewiczowi.

Ksiądz Henryk jest dziś dziekanem Dekanatu Staszowskiego i dokładnie pamięta niemal każdy dzień budowy.

Najpierw trzeba było uporządkować plac kościelny, który przez lata stał niezagospodarowany – wspomina – Kupy gruzu zarosły z czasem krzakami. Dużo wysiłku kosztowało doprowadzenie wszystkiego do ładu. Na szczęście nie zawiedli staszowianie. Do pomocy przychodziło niekiedy nawet po 300 osób!

DRAMAT PRZED BAZYLIKĄ

13 maja 1981 roku, o godzinie 17.13, kiedy papież wjeżdżał nieosłoniętym papamobilem na plac św. Piotra, stojący za pierwszym rzędem pozdrawiających go pielgrzymów turecki zamachowiec Mehmet Ali Aga dwukrotnie strzelił do niego. Jedna kula trafiła Ojca Świętego w ramię, druga przeszła na wylot przez brzuch, o milimetry zaledwie mijając tętnicę główną przewodu pokarmowego. Natychmiastowa operacja przeprowadzona w klinice Gemelli trwała ponad 5 godzin. Zakończyła się powodzeniem.

Kiedy dokładnie rok po tym wydarzeniu Jan Paweł II pojechał do Fatimy, aby podziękować Maryi za cudowne ocalenie, my podjęliśmy ostateczną decyzję, że podnoszony z ruin kościół św. Ducha będzie wotum mieszkańców miasta za uratowanie papieża. Z taką inicjatywą wyszli sami parafianie – opowiada ks. Kozakiewicz.

Ks. H. Kozakiewicz

Budowa nabierała tempa. Projekt wykonany przez miejscowego architekta inż. Jerzego Wójcika, zakładał stworzenie gmachu o ogromnych rozmiarach. 60 metrów długości, 30 metrów szerokości i ponad 40 wysokości. Świątynia podzielona została na dwie części. Tzw. kościół dolny zdolny jest pomieścić tysiąc wiernych, w górnym zgromadzić się może nawet cztery razy więcej.

Pasterka roku 1983 odbyła się już w dolnym kościele, poświęconym dwa miesiące wcześniej przez ks. biskupa Stanisława Sygneta.

Jeszcze nie było stropu, a na dworze siarczysty mróz – mówi ks. Henryk – Pamiętam jak wypisywaliśmy palcem życzenia świąteczne na oszronionych ścianach.

PROFESOR POD WRAŻENIEM

Kiedy ściany górnej części świątyni osiągnęły planowaną wysokość pojawił się nowy dylemat. W jaki sposób poradzić sobie z wykonaniem dachu nad tak potężnym wnętrzem? Traf chciał, że w tym czasie bywał w Staszowie prof. Wiktor Zin, wybitny architekt, wykładowca wielu uczelni technicznych, znany m.in. z popularnego telewizyjnego cyklu „Piórkiem i węglem”. Zin opracowywał dla miasta projekt nowego kościoła, który poświęcony miał być patronce górników kopalni siarki w Grzybowie, świętej Barbarze.

Któregoś dnia profesor, wraz z ówczesnym dyrektorem „Siarkopolu” przyjechał obejrzeć nieukończony kościół św. Ducha – wspomina dziekan dekanatu staszowskiego – Był zachwycony tym co zobaczył. Orzekł jednak, że wykonanie stropu będzie niemożliwe bez użycia odpowiedniego sprzętu i specjalistycznych materiałów. Poprosił przy tym towarzyszącego mu dyrektora aby kierowany przez niego zakład pomógł nam w tym przedsięwzięciu.

„Siarkopol” dostarczył maszyny i niezbędny asortyment, do pomocy zaangażowały się także inne przedsiębiorstwa. Wewnątrz świątyni ustawiono ponad 2 tysiące wysokich na kilkadziesiąt metrów stempli, podtrzymujących konstrukcję stropu. W 1992 roku najtrudniejszy etap budowy został sfinalizowany. Niedługo potem biskup ordynariusz sandomierski ks. bp Wacław Świerzawski dokonał konsekracji kościoła.

Wiktor Zin pozostawił w księdze parafialnej następujący wpis: Jestem pod silnym wrażeniem kościoła św. Ducha. Moim zdaniem to jeden z piękniejszych budynków sakralnych w naszej architekturze. Monumentalny z zachowaniem wszakże polskiej tradycji. To świątynia humanistyczna w swoim wyrazie.

Budowa trwała ponad 10 lat.

PAPIEŻ OBEJRZAŁ PLANY

W 1989 roku ksiądz Kozakiewicz, wówczas już proboszcz staszowskiej parafii obchodził jubileusz 25 lecia kapłaństwa. Wraz z grupą kolegów udał się do Rzymu. Dzięki pomocy arcybiskupa Stanisława Dziwisza zostali zaproszeni na mszę do prywatnej kaplicy papieskiej.

Msza miała się zacząć o 7.00, ale ksiądz Dziwisz powiedział abyśmy przyszli godzinę wcześniej – opowiada H. Kozakiewicz – Stawiliśmy się o 5.30 i ku naszemu zaskoczeniu zobaczyliśmy, że papież już tam jest. Klęczał i modlił się. To było coś niesamowitego, obserwowałem go przez półtorej godziny, i przez cały ten czas nawet nie drgnął. W trakcie nabożeństwa stałem przy ołtarzu tuż obok niego. Kiedy przekazywaliśmy sobie znak pokoju patrzył mi głęboko w oczy. Już nawet dla takiej jednej chwili warto być przez 25 lat kapłanem.

Po mszy, w papieskiej bibliotece miała miejsce prywatna audiencja, w trakcie której Jan Paweł II obejrzał kronikę budowy staszowskiego kościoła św. Ducha – wotum wdzięczności za uratowanie jego życia. Był zainteresowany wszystkimi szczegółami, a na koniec udzielił błogosławieństwa twórcom dzieła. Kiedy ksiądz Henryk wyraził cichą nadzieję, że może przy okazji którejś pielgrzymki do Ojczyzny papież poświęci gotowy już gmach odparł – Kto wie?

Kościół św. Ducha – wotum wdzięczności staszowian za uratowanie życia Jana Pawła II.

Dziś dziekan Kozakiewicz marzy, aby świątynia stała się swego rodzaju sanktuarium modlitwy w intencji Ojca Świętego.

Jego wizerunek umieszczony w ołtarzu, będzie czekał czasu beatyfikacji i kanonizacji – mówi – Chciałbym abyśmy wykonali biało-czerwone tabernakulum w kształcie serca. Każde jego otwarcie będzie symbolem tego jak nasz Ojciec Święty otwierał ludzkie serca na Chrystusa.

RAFAŁ STASZEWSKI

CZYTAJ TAKŻE:

– Sen o wielkiej estradzie [TN na kwarantannę]
– Zamek w ogniu [TN na kwarantannę]
– W Hollywood powstał o nich film [TN na kwarantannę]
– Życie jak Franka Dolasa [TN na kwarantannę]
– Biskup, co głowę nisko nosił [TN na kwarantannę]
– Gdzie jesteście, ocaleni? [TN na kwarantannę]
– Pielęgniarka od Andersa [TN na kwarantannę]
– Nasz polski Bourvil [TN na kwarantannę]
– Przeprawa z historią [TN na kwarantannę]

Share.

Comments are closed.