Sielanki nie będzie

0

Długa dyskusja poprzedziła przyjęcie przez Radę Miasta Tarnobrzega budżetu na rok 2015. Nie była ona co prawda zbyt konstruktywna, bo nie zakończyła się złożeniem żadnych wniosków o wykreślenie z niego jakichś zadań czy też wpisanie do niego nowych, a radni ostatecznie jednogłośnie poparli jego projekt. Pokazała jednak, że posiedzenia tej rady nie będą lekkie, łatwe i przyjemne…

Projekt najważniejszego w mieście dokumentu  powstawał  pod  kierownictwem  byłego  prezydenta Norberta Mastalerza, ale realizować  go  będzie  jego  następca Grzegorz Kiełb. Choćby z tego powodu należało się spodziewać, że zyska on poparcie całej rady. Rządzącej dziś w radzie koalicji Prawa i  Sprawiedliwości  i  Mojego  Miasta  Tarnobrzeg mógł się on co prawda nie podobać, ale nie miała ona żadnego interesu w tym, aby go odrzucić i tym samym znacząco skomplikować  sytuację  miasta.  W  ostatnich  tygodniach jej radni zdołali zresztą dokonać w nim kilku korekt.

Trudno było też oczekiwać, że przeciwko budżetowi zagłosuje dzisiejsza opozycja, która jeszcze do niedawna była u władzy i miała na niego realny wpływ.

Wszystkim obecnym na sali obrad z pewnością  najbardziej  zapadnie  w  pamięć wystąpienie  radnego Witolda Zycha (na zdjęciu).  Nie mówił  on  bowiem  o  wydatkach  na  drogi, oświatę czy sport, a o wodach siarczkowych, które – jak stwierdził – są bogactwem ziemi tarnobrzeskiej. Mówił o nich, bo obiecał to swoim  wyborcom.

Jego  zdaniem,  miasto powinno  to  bogactwo  wykorzystać,  budując sanatorium. Przyznał, że co prawda na ten temat nie ma ani słowa w tegorocznym budżecie, ale ponoć prezydent i członkowie komisji techniczno-inwestycyjnej popierają ten pomysł. Co więcej – pierwsze działania zmierzające do budowy sanatorium miałyby zostać podjęte w tym roku.

– Ta inwestycja będzie impulsem dla rozwoju naszego miasta i całego regionu. Musimy sobie zdać sprawę, że do nas wielki przemysł już nigdy nie wróci. Nigdy nie będziemy Stalową Wolą czy Mielcem. Musimy wykorzystać nasze walory i pójść właśnie w tym kierunku – przekonywał radny. Mówiąc o tych walorach,  nadmienił,  że  według  badań  sprzed dwóch lat nigdzie w Polsce kobiety nie żyją tak długo, jak w Tarnobrzegu. Tego wątku jednak nie kontynuował, po tym jak przerwał mu przewodniczący redy, przypominając, że dyskusja miała dotyczyć budżetu…

Kontynuował za to wątek wód siarczkowych. Jak mówił, władze miasta nie powinny czekać, aż w końcu przyjdzie tutaj mityczny inwestor, ale same tworzyć miejsca pracy. Sanatorium nie jest zresztą jedynym jego pomysłem w tej materii.  Stwierdził  bowiem,  że  w  halach przemysłowych w Zakrzowie miasto mogłoby uruchomić na przykład produkcję kosmetyków opartych na wodzie siarczkowej. – W budżecie mamy prawie milion złotych na  inwestycje  w  ramach  budżetu  obywatelskiego. Czy za ten milion nie moglibyśmy uruchomić w Zakrzowie produkcji szamponów siarczkowych? Czy nie moglibyśmy stworzyć miejsc pracy?– pytał. – Nam nie są potrzebne siłownie za 150 tysięcy złotych, ścieżki rowerowe i inne tego typu rzeczy. Kiedyś trzepak nam wystarczał – to była nasza siłownia. Ale nasi rodzice mieli pracę, dzięki czemu mogliśmy się kształcić.

Podsumowując,  radny  Zych  stwierdził, że  budżet  na  rok  2015  nie  jest  budżetem kreującym miejsca pracy, ale liczy na to, że w ciągu roku znajdą się w nim pieniądze na wspomniane działania.

Marian  Zioło,  przewodniczący  komisji finansowo-budżetowej,  zwrócił  uwagę,  że w budżecie na wydatki na oświatę zapisano „jedynie” 81 milionów, podczas gdy na ten cel potrzeba będzie około 11 milionów więcej.  Poza  tym  do  uregulowania  pozostało jeszcze  6  milionów  różnych  oświatowych zaległości z minionego roku. Razem brakuje więc 17 milionów. Jak mówił, to właśnie z tego powodu radni stwierdzili, że miasta obecnie nie stać na budowę oświetlenia stadionu,  na  które  w  pierwotnym  projekcie budżetu zapisano 4,3 miliona.

– To jest potrzebna inwestycja, ale do wykonania  w  bliższej  lub  dalszej  przyszłości. Zaproponowaliśmy, żeby tę kwotę przesunąć na oświatę i prezydent się do tego przychylił – mówił M. Zioło. – To dobre posunięcie, bo oświata jest bankrutem  i  trzeba  było  gdzieś  poszukać  tych oszczędności. Apeluję jednak, aby na zawsze nie  odłożyć  tematu  oświetlenia  stadionu i wrócić do niego za rok, dwa czy trzy. Gdyby było możliwe sfinansowanie tej inwestycji z zewnątrz, to trzeba to zrobić. Przypomnę, że tu nie chodzi tylko o mecze piłki nożnej, ale także o inne imprezy czy uroczystości, które mogłyby się odbywać na stadionie – włączył się do dyskusji Dariusz Kołek. – Zgadzam się, że tę inwestycję rzeczywiście trzeba w przyszłości zrealizować. Ale oczywiście nie ze środków własnych. Miasta nie stać, żeby wyłożyć  na  to  cztery  miliony  złotych –  dodał przewodniczący rady Kamil Kalinka.

Kilka  uwag  do  zapisanych  w  budżecie inwestycji  miał  wiceprzewodniczący  rady Jan  Dziubiński.  Powątpiewał  między  innymi,  by  przebudowa  ulicy  Marii  Curie-Skłodowskiej była konieczna. Jak stwierdził, znalazła się ona w budżecie, ponieważ prowadzi do firmy, której właścicielem jest były  wiceprezydent  i  jeden  z  najbliższych współpracowników  Norberta  Mastalerza – Robert Niedbałowski. – Wydaje mi się, że w mieście jest więcej potrzeb niż budowa prywatnej drogi do pana Niedbałowskiego – stwierdził J. Dziubiński.

Oburzony tą wypowiedzią był Stanisław Uziel, który przypomniał, że przy tej drodze funkcjonuje też sześć innych firm. Jego zdaniem w Tarnobrzegu nie ma dróg w gorszym stanie niż ta. – Do firmy pana Niedbałowskiego  droga  jest  jeszcze  możliwa,  ale  dalej jest  fatalnie.  A  tam  między  innymi  mieści się Polaris – potężna firma, która zatrudnia bardzo dużo ludzi – mówił.

Norbert Mastalerz mówił natomiast, że ulica ta przez całą jego kadencję nie była remontowana właśnie dlatego, że swoją firmę ma przy niej były wiceprezydent. – W końcu tamtejsi przedsiębiorcy wyszli z inicjatywą, że skoro  miasto  nie  bardzo  ma  ochotę  zrobić dokumentację tego remontu, to złożą się na nią – tłumaczył.

Ucinając  dyskusję  w  tym  temacie,  prezydent  G.  Kiełb  stwierdził  stanowczo,  że inwestycja ta z budżetu nie zniknie. J. Dziubiński apelował także o wycofanie się  z  budowy  bloku  socjalnego  przy  ulicy Dąbrowskiej, która spotkała się ze zdecydowanymi protestami mieszkańców sąsiednich budynków. – Wiem, że zaszło to już daleko, ale ze złych decyzji zawsze warto się wycofać– mówił. – Jeśli mamy środki na budowę tego bloku, to należy szukać lokalizacji, które nie będzie budziła żadnych kontrowersji. (…)

Rafał Nieckarz

Więcej w papierowym wydaniu „TN”.

Może zainteresują Cię również wpisy oznaczone podobnymi tagami:

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.